Jesteś tu: Strona główna Reportaże Artykuł

Tak, wygrałem miliony w Lotto. No i co z tego...

Dodano: 1 sierpnia 2008, 12:15 Autor:

Mieszkał w starej chałupie, nie miał stałego zajęcia i grosza przy duszy. Grał w totka, bo wierzył, że los się odmieni. I doczekał się. Trafił szóstkę w Lotto.
W tym niepozornym, blaszanym kiosku komputer wylosował szczęśliwie liczby: 1, 18, 28, 30, 32, 34. Padła główna nagroda.

W tym niepozornym, blaszanym kiosku komputer wylosował szczęśliwie liczby: 1, 18, 28, 30, 32, 34. Padła główna nagroda. (fot. FOT. WOJCIECH MALICKI)

Środa. Przedostatni dzień lipca. Upał. Szukam J. w jego rodzinnej wiosce niedaleko Dwikóz, tuż za Sandomierzem. W drewnianej chałupie nie ma nikogo.

- On już tutaj nie mieszka. Wyprowadził się. Gdzie? Kto go tam wie - mówi sąsiad
- To fajny chłop. Za kołnierz nie wylewał, ale nikomu nie szkodził. Gdzie teraz jest? Dom kupił, czy wybudował. Chyba w Sandomierzu - mówi sąsiadka.

Wreszcie, po długich poszukiwaniach, spotykam kogoś, kto lepiej znał J. i wie, gdzie go teraz szukać.

Pierwsza szóstka w Dwikozach

Dwikozy. Połowa grudnia ubiegłego roku. Zimno. Kolektura Lotto w niepozornym blaszaku. To tutaj komputer (lottomat) padła szóstka w Dużym Lotku. Jedna z dwóch głównych wygranych w Polsce. O szczęśliwym graczu wiadomo było jedynie tyle, że zagrał na chybił-trafił, a komputer "skreślił” mu liczby: 1, 18, 28, 30, 32, 34. Ale nikt nie wiedział, kto zgarnął 2 862 345 zł. Nawet Maria Miemczyńska, która prowadzi jedyną w Dwikozach kolekturę i zna wszystkich graczy z okolicy. Na próżno mieszkańcy wsi próbowali namierzyć milionera. Nie wykupił w miejscowym sklepie najdroższego szampana za 27 zł, nie zaszalał w delikatesach z zakupami, nie sypnął groszem na tacę dwikozkim kościele.

Jest tak samo

Sandomierz. Spokojna uliczka, a przy niej nowy, zgrabny domek jednorodzinny. Przed wejściem starszy mężczyzna układa kostkę brukową.

- J. nie ma, ale zaraz powinien być. Załatwia materiały na wykończenie domu - mówi brukarz, czyli pan Henio.

Czekam. Wreszcie podjeżdża mały czarny chevrolet i wysiada z niego J., średniego wzrostu, szczupły mężczyzna ze starannie zaczesaną grzywką siwych włosów. W jasnych dżinsach z pasem z dużą, złotą klamrą i koszulce polo nie wygląda na swoje 58-lat.

- Tak, to ja trafiłem tę szóstkę. Skąd się pan dowiedział? - pyta, ale nie czeka na odpowiedź. Zaprasza do domu. Od razu zastrzega: żadnych imion, nazwisk i innych danych, które mogą go zdemaskować.

- I tak zbyt dużo ludzi wie, o mojej wygranej. Większa sława mi jest niepotrzebna, bo tylko kłopoty na mnie sprowadzi.

Siadamy na stołkach w niewykończonej jeszcze kuchni. J. wyciąga pomiętą paczkę "Męskich” i częstuje.

- Pyta pan, jak to jest z dnia na dzień stać się milionerem? Zwyczajnie. Po prostu stało się...

Dorywcze zajęcia

J. zaprasza do kuchni też pana Henia. Częstuje go zupą, którą przywiózł w słoiku. Rozmawiamy, ale rozmowa się nie klei. Bo milioner niechętnie opowiada o sobie.

- Jestem kawalerem. Żyłem skromnie. Bardzo skromnie. Stałej pracy od dawna nie miałem. Żyłem z dorywczych zajęć. Najmowałem się na budowy, przy pracach polowych, przy zrywaniu wiśni. Było biednie, nie raz na papierosy mi brakowało.

W totka grał od zawsze. Zdarzały mu się trójki i chyba nawet czwórka. Ale jak każdy gracz wierzył, że to właśnie jemu się poszczęści. Przed ostatnimi świętami Bożego Narodzenia "puścił” w Dwikozach jeden zakład. Na chybił - trafił.

Spokojna noc

Losowanie oglądał na żywo w telewizorze. Trójka, czwórka, piątka... szóstka - liczył przed ekranem. Euforia? Szok?

- A skąd. Nic takiego. Spokojnie to przyjąłem. Żadnych kumpli nie zaprosiłem, imprezy nie wyprawiłem. Nawet piwka tej nocy sobie nie strzeliłem - opowiada.

- Nie wierzę, że tak zwyczajnie położył się pan do łóżka i bez trudu zasnął - mówię.

- A właśnie, że tak było. Zasnąłem bez problemu.

Dalsza opowieść biednego człowieka, który w jednej chwili stał się milionerem, jest równie beznamiętna. Założył konto, pojechał do Rzeszowa do siedziby Totalizatora Sportowego, załatwił formalności i żył. Tak samo jak wcześniej. Bez wielkich marzeń, planów, fajerwerków.

Dom i samochód

Dopiero kilka tygodni po wygranej kupił samochód. Pierwszy w swoim prawie 60-letnim życiu. Za małego chevroleta zapłacił 38 tysięcy złotych.

- Niewiele jak na auto milionera - wtrącam.

- Przez chwilę zastanawiałem się nad większym, za 98 tysięcy. Ale po co mi taki drogi, wielki samochód. Tym, co kupiłem, mogę jechać aż 160 na godzinę.

Potem zaczął szukać domu. Po paru miesiącach znalazł odpowiedni. Jest nowy z dużym salonem, garażem i pięcioma pokojami na piętrze. Wykańcza go i ... narzeka, że kosztuje to masę pieniędzy. Pytam o następne zakupy, marzenia do zrealizowania, zaplanowane podróże...

- Nic z tych rzeczy. Nigdzie się nie wybieram, nic nowego kupować nie będę. Dom chcę wykończyć. I tyle - powtarza.

A jednak się wydało

Wygraną w totka nie chciał się chwalić. Jednak nie udało się utrzymać tajemnicy, bo ktoś komu ją powierzył, się wygadał. Gdy się wieść rozniosła, nie zaprzeczał. Ludzie i tak by mu nie uwierzyli.

- O dziwo, nie zaczęli mnie nawiedzać krewni i znajomi z prośbami o pożyczki, darowizny albo z propozycjami świetnego interesu. Może dlatego, że wiedzą, że nie dałbym się nabrać na takie głupoty.

Tylko amatorzy popijawek pod chmurką nie mają oporów i ciągle proszą, aby dorzucił parę groszy do flaszki lub taniego winka. Dorzucał, ale ostatnio odmawia, bo liczba "potrzebujących” za bardzo się rozrosła.

- Pyta pan, co się zmieniło? Mam dom i samochód i spokojniejszy widok na przyszłość. Poza tym nic. Palę te same papierosy co wcześniej, piję tę samą wódkę, mam tych samych kolegów. Jestem taki sam... - powtarza.

- To fakt - potwierdza pan Henio.

Stracił 60 zł

Ciągle gra w totka. W Sandomierzu i swojej "szczęśliwej” kolekturze w Dwikozach. Na wtorkową, rekordową kumulację (35 mln zł) Dużego Lotka wysłał kupony za sto złotych. Trafił jedynie trójki.

- Straciłem 60 zł. Ale co tam. Trzeba grać dalej - mówi milioner.

Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
alarm24 Kliknij i wyślij nam swojego newsa!
Brak ankiety.

Kontakt z reklamą »

Kontakt z redakcją »

Kontakt z marketingiem »

Kontakt z dystrybucją »

Kontakt z AR24 »

Zadzwoń 0 800 669 469

Napisz maila:

Jesteśmy też na:

Serwisy społecznościowe

nowiny24 są częścią grupy Media Regionalne

Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie zastrzegają, iż rozpowszechnianie jakichkolwiek artykułów i materiałów zamieszczonych w portalu www.nowiny24.pl jest dozwolone wyłącznie z zachowaniem warunków korzystania z treści. Jakiekolwiek użycie treści wykraczające poza ww. warunki jest zabronione bez pisemnej zgody Mediów Regionalnych i nabycia licencji. Sprawdź, w jaki sposób możesz uzyskać licencję na wykorzystanie treści.

Naruszenie tych zasad jest łamaniem prawa i grozi odpowiedzialnością karną.

Polityka dotycząca plików cookie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie. 2001-2014.