Prokuratura bada sprawę śmierci pacjentki sanockiego...

Prokuratura bada sprawę śmierci pacjentki sanockiego szpitala

Ewa Gorczyca

Nowiny

Aktualizacja:

Nowiny

Prokuratura bada sprawę śmierci pacjentki sanockiego szpitala

©Tomasz Jefimow

37-letnia kobieta z silnym bólem głowy zgłosiła się na oddział ratunkowy szpitala w Sanoku. Lekarz dyżurny uznał, że nie wymaga hospitalizacji. Kilkanaście dni potem kobieta zmarła.
Prokuratura bada sprawę śmierci pacjentki sanockiego szpitala

©Tomasz Jefimow

Silne bóle głowy zaczęły dokuczać kobiecie na początku grudnia ub. roku. Zwykłe tabletki nie pomagały. W sobotę przed południem, 5 grudnia, ból stał się nie do zniesienia. Mąż zawiózł 37-latkę na oddział ratunkowy szpitala w Sanoku.

Z jego relacji wynika, że na izbie przyjęć początkowo nie chcieli się nią zająć. Sugerowali wizytę w przychodni. Jednak ostatecznie kobieta została przyjęta na SOR. Zaordynowano jej dożylnie silny lek przeciwbólowy. Pacjentka leżała pod kroplówką kilkadziesiąt minut. Półtorej godziny później mąż zabrał ją do domu.

- Z jego relacji wynika, że lekarze uznali, iż nie ma potrzeby dłuższej hospitalizacji, i wypisano pacjentkę. Nie wiemy, jakie badania zostały zlecone. Z tego, co mówi mąż, na pewno nie wykonano jej w szpitalu tomografii głowy - mówi Alicja Barbara-Bąk z Prokuratury Rejonowej w Brzozowie, prowadząca śledztwo w tej sprawie.

Ból jednak szybko wrócił. Kobieta była mocno zaniepokojona. To dlatego, że w jej rodzinie był przypadek tętniaka mózgu. Wskutek jego pęknięcia zmarł jej brat. Rodzina rozmawiała o jego objawach, 37-latka porównywała je ze swoimi. Zgłosiła się do lekarza rodzinnego, by poprosić o skierowanie na badania. Zapisała się też na prywatną wizytę u neurologa w pierwszym wolnym terminie. Było to kilkanaście dni po tym, jak zgłosiła się na SOR.

- Jej stan się pogarszał. W dniu wizyty czuła się bardzo źle. Mąż dosłownie wniósł ją do gabinetu neurologa - opowiada prokurator Barbara-Bąk.

Już w gabinecie kobieta straciła świadomość. Lekarz, widząc, co się dzieje, polecił wezwać pogotowie. Karetka zawiozła 37-latkę do szpitala.

Przez kolejne doby pacjentka nie odzyskiwała świadomości. Badanie wykazało, że w mózgu kobiety był tętniak i że nastąpiło jego pęknięcie. Po dwóch dniach pobytu w szpitalu 37-latka zmarła.

Kobieta osierociła dwójkę małych dzieci. Mąż nie pogodził się z jej śmiercią i złożył zawiadomienie do prokuratury w Sanoku. Tym bardziej że specjaliści powiedzieli mu, że była szansa wykrycia tętniaka. Żona, gdy pierwszy raz zgłosiła się na izbę przyjęć, miała powiedzieć lekarzom, że był on przyczyną śmierci jej brata.

Śledztwo w tej sprawie wszczęła miejscowa prokuratura, ale - po decyzji prokuratury okręgowej - przekazane zostało ono do Brzozowa.
- Jest prowadzone pod kątem narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia i nieumyślnego spowodowania śmierci - informuje prokurator Barbara-Bąk.
Na razie przesłuchano tylko męża zmarłej. Zeznawać będą też jej bliscy, którzy mieli z nią kontakt w ostatnich dniach i słuchali jej relacji z pobytu na SOR.

Prokuratura zwróciła się do szpitala i przychodni o dokumentację medyczną. Gdy sąd wyda zgodę na zwolnienie z tajemnicy lekarskiej, prokurator będzie mógł przesłuchać personel, w tym lekarkę, która miała dyżur na oddziale ratunkowym. Powoła też biegłego, który oceni, czy była szansa na właściwą diagnozę i czy zlecenie odpowiednich badań mogło uratować kobiecie życie.

Komentarze (7)

Wszystkie komentarze (7) forum.nowiny24.pl

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo