Dziecko nie żyje. Matka donosi na szpital

Dziecko nie żyje. Matka donosi na szpital

Anna Janik

Nowiny

Aktualizacja:

Nowiny

Dziecko nie żyje. Matka donosi na szpital
Prokuratora rejonowa w Łańcucie bada, czy leczona w szpitalu Pro-Familia w Rzeszowie pacjentka była właściwie diagnozowana i leczona.
Dziecko nie żyje. Matka donosi na szpital
To była pierwsza, długo wyczekiwana ciąża, po której na świat miał przyjść wymarzony syn. Justyna Kowalska-Kret na oddział szpitala specjalistycznego Pro-Familia trafiła 28 września w 27 tygodniu ciąży, na długo przed terminem porodu.

- Poczułam twardnienie brzucha i bardzo silny ból. Nie czułam ruchów dziecka, więc mąż natychmiast zawiózł mnie do szpitala, gdzie akurat przyjmował mój lekarz prowadzący - opowiada. Nawet nie zapytał, co się dzieje. Od razu powiedział, że mnie nie zbada, bo ma poumawiane pacjentki, a gabinet musi zwolnić o godz. 12, bo wtedy przejmuje go inny lekarz. - opowiada.

Skrajnie rzadki przypadek

Zapisała się na wizytę prywatną. Badanie ginekologiczne i USG wykonał dr nauk med. Tomasz Łoziński.

- Stwierdziłem, że jest zagrożenie przedwczesnym porodem i przyjąłem pacjentkę na oddział. Dodam, że na wizytę u mnie wcale nie musiała się decydować, bo prowadzący ciążę słusznie polecił jej udać się na izbę przyjęć, gdzie jest lekarz dyżurujący. Tyle, że pacjentka się tam nie zgłosiła - mówi lekarz, pełniący funkcję dyrektora ds. medycznych szpitala.

Pani Justyna po kolejnym badaniu USG i KTG tętna dziecka trafiła na oddział. Dostała m.in. leki rozkurczowe. Jak twierdzi, personel cały czas zapewniał ją, że wszystko jest w porządku i zalecił odpoczynek.Mimo, że jak twierdzi w kółko powtarzała, że nie czuje się dobrze, ma silne skurcze i bóle. Dopiero rano po kolejnym KTG okazało się, że tętno dziecka jest niewyczuwalne. Ważące 900 g maleństwo już nie żyło. Rozpoznano odklejenie łożyska. Dlaczego nie wykryto go wcześniej?

- U tej pacjentki przebiegało bardzo nietypowo, bo bez krwawienia zewnętrznego. Jej obraz kliniczny był skryty, takiej diagnozy nie dało się postawić wcześniej - tłumaczy dr Łoziński.
- Normalnie w takich sytuacjach, kiedy tylko pojawia się krwawienie, natychmiast wieziemy na salę i robimy cesarskie cięcie. Wtedy są jeszcze niewielkie szanse, żeby uratować dziecko. Niewielkie, bo odklejenie łożyska w 90 proc. kończy się zgonem dziecka - dodaje.

Pacjentka: zostawili mnie samą

Ponieważ odklejenie jest niebezpieczne dla matki, która w wyniku zainfekowania dróg rodnych może nawet stracić życie, pani Justyna przeszła operację. I choć dziś fizycznie czuje się dobrze, nie wybaczy personelowi, że nie uchronił jej przed stratą dziecka.

- Od momentu przyjęcia na oddział do późnego wieczoru, czyli ponad 6 godzin nikt mnie już nie zbadał. Prosiłam o pomoc wszystkich, łącznie z położną. Gdyby podpięto mnie do odpowiedniej aparatury i monitorowano, udałoby się wychwycić moment, w którym łożysko się odkleja i uratować dziecko. Zwłaszcza że to musiało się stać do godz. 22. Po tym czasie nie czułam już nic: ani bólu ani skurczy - przekonuje.

- To niedopuszczalne, żeby w miejscu, które powinno zapewnić szczególną opiekę, ciężarna była pozostawiona sama sobie i traktowana jak przewrażliwiona nastolatka, której ciągle coś się wydaje. Złote klamki i łazienki w salach to za mało, żeby chwalić się wysoką jakością usług - dodaje.

Dlatego małżeństwo wysłało do ministra Zdrowia pismo, prosząc o przyjrzenie się pracy personelu szpitala, który zajmował się panią Justyną feralnego dnia. Wymienia się w nim trzech lekarzy i położną.

Lekarze: nie popełniliśmy błędu

Powiadomiła też m.in. rzecznika praw pacjenta, podkarpacki NFZ i prokuraturę, która zdecydowała się rozpocząć śledztwo.
- Sprawa trafiła do nas 31 października. Badamy dokumentację medyczną i przesłuchujemy ostatnich świadków. Sprawdzamy, czy sposób diagnozowania i leczenia był prawidłowy. Niewykluczone, że powołamy biegłego z zakresu medycyny - mówi Anna Kasprowicz-Babiarz z Prokuratury Rejonowej w Łańcucie.

- Nie mam żadnych wątpliwości, że zrobiliśmy wszystko, co było możliwe, a do pracy personelu nie mam zastrzeżeń. Dla nas to również ogromny dramat, wszyscy go mocno przeżywamy, mimo że mąż pacjentki od początku nas zastraszał, groził, a do żony nie dopuścił nawet szpitalnego psychologa - twierdzi dyrektor Łoziński. - Przekazaliśmy już prokuraturze komplet dokumentów, jesteśmy do jej dyspozycji i będziemy czekać na wyniki śledztwa - dodaje.

Pro-Familia to najchętniej wybierany przez ciężarne szpital na Podkarpaciu. Ma III, najwyższy stopień referencyjności, co oznacza placówkę przygotowaną na przyjęcie kobiet o wysokim zagrożeniu ciąży oraz na opiekę nad maluchami urodzonymi przed 31 tygodniem ciąży. W tym roku z powodu powikłań w przebiegu ciąży było hospitalizowanych tu ok. 800 pacjentek. Kilka przypadków zakończyło się zgonem dziecka.

Komentarze (65)

Wszystkie komentarze (65) forum.nowiny24.pl

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Polecamy na nowiny24.pl

Dołącz do gry o trzypokojowe mieszkanie w Rzeszowie!

Dołącz do gry o trzypokojowe mieszkanie w Rzeszowie!

Szukamy zakochanej pary! Zapraszamy Was do zabawy!

Szukamy zakochanej pary! Zapraszamy Was do zabawy!

Zającówna, Kawka, Widawska w spektaklu enVOGUE, w Rzeszowie. Kup bilety!

Zającówna, Kawka, Widawska w spektaklu enVOGUE, w Rzeszowie. Kup bilety!