21-latek jest tatą, mamą, bratem dla czwórki rodzeństwa...

    21-latek jest tatą, mamą, bratem dla czwórki rodzeństwa [WIDEO]

    Zdjęcie autora materiału

    Norbert Ziętal

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    - Ostatnią wolą naszej mamy było, abym się zajął czwórką jej pozostałych dzieci. Gdy już wiedziała, że umrze, pytała tylko o to. Czy chcę się zająć, czy sobie poradzę - wspomina Mateusz z Przemyśla. Dał jej słowo, że tak.
    O ósmej rano nie dam rady się umówić. Odprowadzam wtedy dzieci do przedszkola. Może trochę później? - mówi Mateusz.
    Od sierpnia jest jedynym opiekunem czwórki dzieci, swojego rodzeństwa. Jest jednocześnie tatą, mamą i bratem dla 11-letniej Patrycji, 9-letniego Patryka, 7-letniego Kubusia i 6-letniej Basi.

    - Udało mi się już trochę ogarnąć mieszkanie. Po nocy trzeba łóżka pościelić, pozmywać i posprzątać po śniadaniu - mówi na przywitanie.
    Prowadzi do gościnnego pokoju. W oczu rzuca się sporo religijnych obrazów, w centralnym miejscu, na największym obrazie, Święta Rodzina. Pod nim niewielka półeczka, z obrazkami świętych i figurkami słoni.

    - To wszystko należało do mamy. A ja od chwili jej śmierci nie odważyłem się tego ruszyć nawet na milimetr. Jak sprzątam, to delikatnie ścieram kurze, aby tylko nie potrącić tych rzeczy. Stoją tak, jak jeszcze mama je ustawiła. Wszystkie obrazy, obrazki, figurki i jej słoniki szczęścia. Pod niektórymi są serwetki, jedynie je ruszyłem, bo przecież musiałem wyprać - mówi Mateusz.

    Emocje ściskają go za gardło. Co jakiś czas odwraca głowę i ukradkiem ociera łzy z oczu.

    - Każdy z nas bardzo przeżył śmierć mamy. Te najmniejsze maluchy również. Gdy tylko ktoś spyta ich o mamę, od razu płaczą. Widać, że bardzo tęsknią - mówi Mateusz.

    Do pokoju wchodzi Basia. - Mateusz, włączysz mi coś na swoim komputerze? - pyta. - Nie teraz - odpowiada brat, a dziewczynka posłusznie wraca do drugiego pokoju. Wie, że musi słuchać brata, tak jak kiedyś słuchała mamy. Ale za chwilę Mateusz idzie i spełnia prośbę siostry.

    - Wypełnienie obietnicy danej mamie jest najważniejsze dla mnie w tej chwili. No i moje rodzeństwo.

    Opieka nad dziećmi nie była dla niego nowością. Już wcześniej pomagał mamie. Cztery lata temu kobieta poważnie zachorowała. Nowotwór. Niemal natychmiast na rodzinę spadł jeszcze jeden cios. Z domu wyprowadził się ojciec czwórki rodzeństwa Mateusza. On ma innego tatę.

    - Ich ojciec, jak zobaczył, że nasza mama jest chora, to po prostu zniknął. Od czterech lat nas nie odwiedził, nawet nie zadzwonił. Dopiero dwa dni po pogrzebie mamy, z pretensjami. Ja nie mogę zrozumieć, jak mężczyzna może coś takiego zrobić swojej rodzinie - dziwi się Mateusz.

    Przez cztery lat pomagał słabnącej od choroby mamie w wychowywaniu czwórki dzieci. Zostawił naukę. Skończył gimnazjum i nie był w stanie pójść do innej szkoły.

    - Na początku, po śmierci mamy, myślałem, że dam radę pracować i zajmować się dziećmi. Miałem ofertę stałej pracy, która mi bardzo odpowiadała. Jednak nie. Nie byłbym w stanie na odległość upilnować maluchów.

    Rano wstaje pierwszy. Ogarnia nieco dom, szykuje śniadanie dzieciom i po kolei je budzi. Dwójkę młodszych odprowadza do przedszkola. Starsze same idą do szkoły, jest blisko.

    - Wracam i zabieram się za dom. Sprzątanie, pranie i obiad. Bo choć wszystkie dzieci jedzą w szkole i przedszkolu, to jednak w domu też muszą zjeść ciepły obiad.

    Mateusz nieco promienieje na pytanie, jak radzi sobie z gotowaniem. Dla wielu mężczyzn to spory problem.

    - Gotowe dania z supermarketu, tylko do podgrzania? - pytam, świadomy własnych umiejętności kulinarnych.

    - W żadnym razie! - odpiera Mateusz. - To niezdrowe dla dzieci. Sam gotuję.

    Wychowam dzieci na dobrych ludzi

    Kuchnia to pasja Mateusza. Jego zmarła mama była kucharką, podpatrywał ją.

    - Gotuję wyłącznie z podstawowych produktów. Moja specjalność to kuchnia włoska, chociaż oczywiście nie tylko ona jest na naszym stole, bo potrawy muszą być różnorodne. Najważniejsze, że jest to zdrowe, dzieciom smakuje i chętnie jedzą to, co ja ugotuję - tłumaczy.

    1285 złotych miesięcznie zasiłku okresowego z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Do tego ok. 150 złotych na dożywianie. Czasami coś dorywczo dorobi. Z tego się obecnie utrzymują. Chłopak nie może korzystać z rządowego programu wsparcia dla rodzin 500+, bo nie ma praw opiekuńczych do dzieci. Urzędnicy mają związane ręce, bo bez tego nie mogą wypłacić pieniędzy.

    - Złożyłem już w sądzie wniosek o przyznanie praw do dzieci. Pierwsza rozprawa pod koniec lutego. Nie wiem, jak będzie, nie wiem, jak takie rozprawy wyglądają. Część osób jest za mną, mówią, że sobie poradzę. Zdarzają się ludzie, którzy nie wierzą we mnie. Twierdzą, że sobie nie poradzę. Jest ich jednak zdecydowanie mniej niż tych przychylnych.

    Sytuacja z dziećmi jest skomplikowana. Osobno będzie rozpatrywana w stosunku do najstarszej Patrycji i odrębnie dla trójki pozostałych dzieci. Mateusz wyjaśnia, że nie wiadomo, kto jest ojcem najstarszej dziewczynki, nie ma ustalonego ojcostwa.

    Mama umarła, ale inne dzieci mają jeszcze ojca. A my?


    - Dzieci czasami pytają mnie o swojego ojca. Mówią, że wiedzą, że mama umarła, ale przecież inne dzieci mają jeszcze tatę, a czy one też mają. Nie wiem wtedy, co mam im odpowiedzieć, jak to wytłumaczyć takim małym dzieciom. Kiedyś im powiem.
    Mateusz nie prosi o pomoc, nie chce litości z powodu sytuacji, w której się znalazł. Ludzie sami mu pomagają, bo każdy wie, co potrzebne jest takiej rodzinie. Chłopak z wdzięcznością przyjmuje każdy rodzaj wsparcia, nie tylko materialny.

    - Przychodzą osoby, które pomagają dzieciom w odrabianiu lekcji. To duża pomoc. Mam wsparcie swojego ojca, który jest w Anglii. On nie ma żadnego obowiązku mi pomagać, jestem dorosły, a pozostałe dzieci nie są jego. Ale zadeklarował, że będzie mnie wspierał. Pomaga babcia, ze strony mamy. Nieco dalej, pod Przeworskiem, mieszkają dziadkowie ze strony ojca, też wspierają.

    Pomagają inni, także koledzy. Wspierają znajomi mamy. - Sąsiad nawet nie pyta, czy w czymś mi pomóc. Po prostu, sam kupuje co trzeba, przynosi i tyle. Bardzo mu dziękuję.

    Kilka lat choroby mamy sprawiło, że dzieci, nawet te najmłodsze, są znacznie bardziej samodzielne niż ich rówieśnicy. Każde potrafi samo się umyć i ubrać. Mateusz tylko sprawdza, czy zrobiły to dokładnie. Tym mniejszym, szczególnie Basi, pomaga wyciągnąć ubrania z wysokiej szafy. Ale żeby ją ubierał, to już siedmiolatka nie pozwoli. Przecież sama potrafi.

    - Wiem, że ludzie w moim wieku, jeszcze chłopcy, wolą przesiadywać w barach, na piwie, iść na mecz czy po prostu powłówczyć się po mieście. A ja nie. Mnie do tego nie ciągnie, wolę zajmować się rodzeństwem, być w domu. Co mi z tego, że posiedzę z kimś na piwie, czy pójdę na mecz? A tutaj mam szansę wychować dzieci na dobrych ludzi i na tym mi najbardziej zależy.

    Marzenia?

    - Chciałbym mieć jakiś zawód, wychować dzieci, żeby wyrosły na kogoś i radziły sobie w życiu. Żeby wszystko dobrze się ułożyło - mówi Mateusz.


    W czwartek w Nowinach opublikowaliśmy pierwszy tekst o Mateuszu. Rozdzwoniły się telefony, ludzie chcą pomagać. Kontaktowały się prywatne osoby, ale również przedstawiciele różnych stowarzyszeń.

    - Jesteśmy pełni podziwu dla tego młodego chłopaka. Nie zostawimy go samego sobie - zadeklarowali członkowie jednej z organizacji przemyskich.

    Chcesz pomóc? Dzwoń lub pisz!


    Osoby chcące pomóc Mateuszowi z Przemyśla proszone są o kontakt z autorem artykułu pod numerem telefonu 691 453 903 lub adresem n.zietal@nowiny24.pl.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Polecamy

    MAMA I JA | Do 29 maja trwa głosowanie!

    MAMA I JA | Do 29 maja trwa głosowanie!

    27-28 maja Dzień Odkrywców - Interaktywny Piknik Wiedzy w Rzeszowie

    27-28 maja Dzień Odkrywców - Interaktywny Piknik Wiedzy w Rzeszowie

    Tylko w Orange ! Unia Europejska tanio jak w kraju. (materiał informacyjny Orange)

    Tylko w Orange ! Unia Europejska tanio jak w kraju. (materiał informacyjny Orange)

    Światło i kolor w pokojach dziecięcych

    Światło i kolor w pokojach dziecięcych