Jak kurator sądowy polował na Olę i Beatkę [WIDEO]

    Jak kurator sądowy polował na Olę i Beatkę [WIDEO]

    Andrzej Plęs

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Histeryczny płacz uczniów i krzyk dorosłych. Uciekająca przez pola dziewięcioletnia Beatka, którą szarpie kurator. Siedmioletnia Ola z krzykiem o pomoc próbująca wydostać się z tylnego siedzenia samochodu matki - tak wyglądała egzekucja decyzji sądowej przez kuratora.

    - Mój siedemdziesięcioletni dziadek biegł i krzyczał do tych ludzi, że widział wojnę, ale nigdy, żeby człowiek człowieka w taki sposób traktował jak oni dzieci - opowiada pani Ewelina, która była świadkiem wydarzeń.

    Do szkoły w Maleniskach przyjechał kurator Bartosz Gwizdak w asyście leżajskiej policji. Miał wyegzekwować decyzję sądu, który mieszkającej we Francji matce przyznał opiekę nad dwójką córek jej i Zdzisława Rudzińskiego.
    Sąd - w ramach rozprawy rozwodowej - przyznał opiekę matce, opierając się na decyzji Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego w Rzeszowie. Opinii mocno skrytykowanej przez rzecznika praw dziecka, co do której i prezes Sądu Okręgowego w Rzeszowie miał zastrzeżenia.

    Pierwszą próbę siłowego odebrania 7 - letniej Oli i 9 - letniej Beaty z maleniskiej szkoły podjęto w kwietniu. Zakończyła się niczym, bo dzieci schowały się w szkole. Za żadne skarby nie chciały zostać z matką, z którą prawie nie miały kontaktu od dwóch lat. Próbę ponowiono w piątek w domu pana Zdzisława, ale dzieci krzykiem i szlochem zaprotestowały. Na nagraniach udostępnionych przez niego słychać, jak dziewczynki rozpaczliwie wzywają pomocy ojca. Obecna przy tym psycholog zdecydowała, by odstąpić od egzekucji.

    - Miałem nadzieję, że na jakiś czas będzie spokój. U mnie dzieci mają doskonałe warunki, są ze mną bardzo związane. Widzą to nauczyciele, ludzie w Maleniskach, psychologowie, sąsiedzi - tłumaczy Zdzisław Rudziński. - Nieraz pisałem wniosek, by egzekucję wstrzymano do czasu ponownych badań psychologicznych dzieci dla potrzeb kolejnej rozprawy sądowej. Na próżno.

    Kurator z policją pojawili się w szkole w Maleniskach w miniony poniedziałek. Pół godziny wcześniej Rudziński był w jego kancelarii, prosząc o pomoc. Ojciec dziewczynek mówi, że pracownik łańcuckiego sądu rejonowego niczym nie zdradził, że wybiera się po jego córki.

    Horror przed szkołą

    - Wracałem od niego do domu, pod szkołą zobaczyłem mnóstwo ludzi i radiowozy. Usłyszałem krzyki dorosłych i płacz dzieci - opowiada. - Podbiegli do mnie pani Halina i pan Józef. Krzyczeli, żebym ratował córkę, bo ją kurator z moją żoną ciągną po trawie.

    Świadkowie mówią, że kurator polecił pracownikom szkoły wyprowadzić wszystkie dzieci na korytarz. Próbował chwycić Beatkę i zaprowadzić do samochodu jej matki.

    - Dziewczynka krzyczała "ciociu ,ratuj mnie, ratuj" do mojej matki. Jakoś wyrwała się, cały czas krzycząc ,zaczęła uciekać w pola za szkołą. Policjanci i kurator biegli za nią. On złapał Beatę, ciągnął, ale znów się wyrwała i uciekła do szkoły - opowiada pani Ewelina. - To była łapanka. Reszta dzieci wybiegła przed szkołę, krzyczały i płakały, jedno zbiorowe wycie dorosłych i małych. Pytałam kuratora, czy przy interwencji obecny jest psycholog, zatrzasnął mi drzwi samochodu przed nosem.

    My też próbowaliśmy o to zapytać kuratora.

    - Nie mogę w tej sprawie udzielać panu żadnej informacji - uciął Bartosz Gwizdak.

    Świadkowie zapewniają, że żadnego psychologa przy tej akcji nie było.

    Przerażoną Olę matka chwyciła na ręce i wepchnęła do samochodu. Na nagraniach widać, jak dziecko z płaczem próbuje się przedostać z tylnego siedzenia na przednie, żeby wyjść na zewnątrz. Matka wpycha je w głąb samochodu, mała próbuje jeszcze raz i jeszcze.

    Ojciec: wykręcili mi ręce

    Pracownicy szkoły w Maleniskach mówią, że reszta uczniów z przerażenia zanosiła się od płaczu. Zaalarmowany dyrektor przyjechał z Brzózy Królewskiej i wezwał psychologów.

    - Tu dzieci do dzisiaj boją się pójść do szkoły po tym, co widziały - dodaje pani Ewelina.

    Pan Zdzisław próbował dostać się do zanoszącej się płaczem, a zamkniętej w samochodzie Oli.

    - Policjanci najpierw zastąpili mi drogę, potem wykręcili ręce - opowiada.

    Aspirant Krzysztof Ficek z Komendy Powiatowej Policji w Leżajsku tłumaczy, że funkcjonariusze działali na wyraźne żądanie kuratora sądowego.

    - Wezwał do umożliwienia odjazdu matce dziecka - uzasadnia działania policjantów. - Funkcjonariusze użyli siły fizycznej w ten sposób, że przytrzymali ojca dziecka na czas odjazdu.

    Matka: nie porzuciłam dzieci

    Z panią Marią, matką Oli i Beaty, nie ma kontaktu. Ani ich ojciec, ani jej siostra.

    - Prosiłam, żeby zmieniła numer i adres, nie znam jej nowego numeru, nie wiem, gdzie jest - zapewnia siostra.

    Kilka tygodni temu w rozmowie z Nowinami Maria Rudzińska podkreślała, że nigdy nie porzuciła i nie opuściła dzieci. Przeciwko niej nastawia je ich ojciec.

    - To on uciął mi kontakt z dziećmi, kiedy przyjechałam. Na święta nie wpuścił mnie do domu. Najstarszą córkę, która mieszka ze mną we Francji, odizolował od rodzeństwa, nie pozwalając nawet składać życzeń urodzinowych.

    Zdzisław Rudziński jest przerażony wizją, że Ola może zostać wywieziona do Francji. Od egzekucji w Maleniskach nie zna losów młodszej córki. Do sądu napisał protest "na brutalne przeprowadzenie egzekucji - odebranie siłą małoletnich". Za kilkanaście dni sąd ma rozstrzygnąć, które z rodziców będzie miało prawo opiekować się dziećmi.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (99)

    Wszystkie komentarze (99) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo