Nowiny24
    Polecamy

    Polecamy na weekend

    Rozwiń
    Nowiny24
    Zwiń

    Polecamy na weekend

    Lubisz zagadki logiczne? Jesteś spostrzegawczy? Zmierz się z naszym szybkim testem na inteligencję. Wynik 12/15 będzie sukcesem!

    Mieszkanka Jasła: w opakowaniu z rodzynkami był zardzewiały...

    Mieszkanka Jasła: w opakowaniu z rodzynkami był zardzewiały gwóźdź

    Ewa Wawro

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    - Byłam w szoku, mam trójkę dzieci, rodzina była u nas na święta, a jakby ktoś połknął go z kawałkiem sernika? Tragedia gotowa – mówi Anna Szwarnowiecka

    - Byłam w szoku, mam trójkę dzieci, rodzina była u nas na święta, a jakby ktoś połknął go z kawałkiem sernika? Tragedia gotowa – mówi Anna Szwarnowiecka z Jasła ©Ewa Wawro

    Pani Anna z Jasła znalazła w torebce z rodzynkami 6-centymetrowy zardzewiały gwóźdź. Sernik wylądował w koszu, ale przecież mogło dojść do tragedii. Producent zareagował dopiero po naszej interwencji.
    - Byłam w szoku, mam trójkę dzieci, rodzina była u nas na święta, a jakby ktoś połknął go z kawałkiem sernika? Tragedia gotowa – mówi Anna Szwarnowiecka

    - Byłam w szoku, mam trójkę dzieci, rodzina była u nas na święta, a jakby ktoś połknął go z kawałkiem sernika? Tragedia gotowa – mówi Anna Szwarnowiecka z Jasła ©Ewa Wawro

    Dwa dni przed świętami nasza Czytelniczka kupiła w sklepie rodzynki, wróciła do domu i zabrała się za pieczenie.

    - Robiłam sernik, wszystko już było prawie gotowe, jeszcze tylko rodzynki chciałam wsypać do masy - opowiada Anna Szwarnowiecka z Jasła. - Otworzyłam jedną z torebek, wsypałam a przed oczami mignęło mi coś podłużnego. Zdążyłam go wyciągnąć zanim zatopił się w masie serowej. To był 6-centymetrowy, zardzewiały gwóźdź, a że aż brązowy, to nie odróżniał się od rodzynek kolorem.

    - Byłam w szoku, mam trójkę dzieci, rodzina była u nas na święta, a jakby ktoś połknął go z kawałkiem sernika? Tragedia gotowa - dodaje pani Anna.

    Niebezpieczne pułapki

    Komentarz: Piotr Klimek, powiatowy rzecznik konsumentów w Jaśle


    Bardzo rzadko przyjmujemy zgłoszenia o wadliwych produktach żywnościowych, mimo iż takie przypadki są na porządku dziennym, Najczęściej wyrzucamy taki produkt do kosza, ponieważ kwota rekompensaty, jaką moglibyśmy dostać, jest niewielka, zazwyczaj zwrot pieniędzy albo wymiana produktu, a sprawa wymaga zaangażowania. Większość z nas nie zabiera paragonów ze sklepów, szczególnie przy drobnych zakupach, a to paragon jest przecież podstawą jakiejkolwiek reklamacji. Nie mamy też zwyczaju sprawdzania dat ważności, wkładamy zakupy do lodówki czy szafki, po jakimś czasie wyciągamy zepsuty towar i nie wiemy, czy taki kupiliśmy, czy może przeleżał w naszych zapasach zbyt długo. Bywa i tak, że konsumujemy przeterminowany produkt, nawet o tym nie wiedząc, bo nie był jeszcze zepsuty, a my nie zwróciliśmy uwagi na to, że jego termin ważności upłynął.



    Zdenerwowana kobieta poszła do sklepu z reklamacją, ale ekspedientka rozłożyła ręce. Znalazła w internecie numer telefonu do firmy, zadzwoniła.

    - Rozmawiałam z jakiś panem, był bardzo miły, prosił by wszystko opisać i wysłać mailem i że się odezwą - relacjonuje.

    Do listu pani Ania dołączyła dwa zdjęcia gwoździa i opakowania po rodzynkach, które razem z sernikiem wylądowały w koszu na śmieci.

    - Już drugi miesiąc czekam na tę odpowiedź i nic.

    - Istniało realne zagrożenie zdrowia i życia, klientka ma prawo żądać odszkodowania - mówi Piotr Klimek, powiatowy rzecznik konsumentów w Jaśle, do którego o radę zwróciła się także pani Anna. - Taki gwóźdź mógł też uszkodzić np. mikser.

    Pani Anna miała skontaktować się z rzecznikiem, jeśli firma, której zgłosiła problem, sama nie załatwi tej sprawy, ale nie wierzyła, że to coś da, więc poprosiła o pomoc Nowiny.

    - To irytujące, nie dość, że narazili na niebezpieczeństwo moją rodzinę, to jeszcze zignorowali moje zgłoszenie. A skoro mnie się coś takiego przytrafiło, to przecież mogło także innym. Jak tak postępują z klientami, to lepiej niech ludzie nie kupują ich produktów - mówi zdenerwowana.

    Firma: to może być próba wyłudzenia

    - Nieszczęśliwie się złożyło, że faktycznie nie odpowiedzieliśmy na tego maila - przyznaje Waldemar Kos, wspólnik Aga-Holtex sp.j.

    - Ponieważ nadawca nie podał tematu, a takiego maila traktujemy jak zagrożenie zainfekowania systemu wirusami itp., to pierwsza osoba mająca z nim kontakt usunęła go nieświadomie do wiadomości śmieci, nic nie wiedząc o oczekiwaniu na wiadomość przez inną osobę. Niestety zgłoszenie ustne nie zawierało danych kontaktowych, więc sprawa nie miała u nas dalszego ciągu. Celem wyjaśnienia to zawsze w czasie postępowania wyjaśniającego rozpatrujemy również (podkreślam słowo również) prawdopodobny wariant próby nieuzasadnionego wyłudzenia czy pomówienia, ale pomimo, że nigdy nie ma dowodów a najczęściej jest to tylko oświadczenie, to zawsze przyznajemy klientowi rację, co w tym przypadku również by nastąpiło. Oczywiście skontaktujemy się niezwłocznie z klientką- waszą czytelniczką i w tym aspekcie szybko wyjaśnimy sprawę - zapewnia nas Kos.

    Do sprawy wrócimy.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (13)

    Wszystkie komentarze (13) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo