Związek Romana Polańskiego i Sharon Tate nazywano romansem lat 60. Zakończyła go najczarniejsza tragedia tej dekady - piszą autorzy książki „Wszystko o miłości”

Poznali się na planie Nieustraszonych pogromców wampirów, filmu wyreżyserowanego przez Romana, w którym Sharon zagrała. Nierealny świat filmu był logicznym wyborem dla straumatyzo-wanego młodego Polaka. „Jak daleko sięgam pamięcią, granica między fantazją a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana*”, powiedział. W młodym wieku zyskał uznanie europejskiej krytyki eksperymentalnymi filmami krótkometrażowymi, m.in. Dwaj ludzie z szafą, a rosnący rozgłos sprawił, że zgłosiły się do niego amerykańskie studia filmowe. W Stanach szybko wyrobił sobie nazwisko dreszczowcami, m.in. Dzieckiem Rosemary. Ameryka nie zrobiła jednak dobrego wrażenia na Romanie.

Była za bardzo komercyjna, wulgarna i za wielka jak na jego europejską wrażliwość. Potem jednak spotkał teksaską gwiazdkę Sharon Tate, kruszynkę, której uroda opętała go od pierwszej chwili, kiedy ją zobaczył.

Roman uznał, że pogoda ducha Sharon jest jego najlepszą nadzieją na nieskomplikowane szczęście. Sharon miała zupełnie inne dzieciństwo niż Polański. Urodziła się w 1943 roku w Dallas jako córka majora armii amerykańskiej i była adorowana przez swoją rodzinę. Gibka, długonoga dziewczyna z ogromnymi orzechowymi oczami i sięgającymi do pasa włosami w kolorze kukurydzy jeszcze przed ukończeniem szkoły zgarnęła cały worek tytułów miss piękności (począwszy od przyznanego jej w wieku sześciu miesięcy miana dziecięcej miss Teksasu). Została królową studniówki, a także kapelmistrzynią.

Mimo to Sharon nie była zadowolona ze swojego wyglądu. Peszyła się, kiedy ludzie odwracali głowy i wpatrywali się w nią, kiedy podążali za nią fotoreporterzy, kiedy właściciele restauracji nie pozwalali jej zapłacić rachunku. Przez całe krótkie życie Sharon jej twarz miała być jej najważniejszym kapitałem. Zawsze chciała grać w filmach i jeszcze jako nastolatka wyjechała do Hollywood.

Wejście do świata filmu okazało się trudniejsze, niż oczekiwała. Po miesiącach pukania do drzwi producentów zaproponowano jej rolę w reklamie papierosów - ale została zwolniona, ponieważ nie umiała współpracować z kamerą. Z płaczem uciekła z planu i dosłownie wpadła w ramiona producenta Martina Ransohoffa, który miał zostać jej agentem. Po jednym spojrzeniu na nastolatkę Ransohoff powiedział: „Chcę ją”. Bez żadnych prób przed kamerą natychmiast podpisał z nią kontrakt z gażą 1250 dolarów tygodniowo.

Ransohoff uważał, że sama uroda Sharon zagwarantuje jej miejsce w panteonie ekranowych bogiń obok Elizabeth Taylor czy Grace Kelly, ale chciał ją wyposażyć również w inne atuty. Na razie trzymał swoje nowe odkrycie z dala od świata i Sharon uczyła się pod jego okiem aktorstwa, śpiewu i tańca. Nie pozwalał jej na żadne życie towarzyskie, zagroził, że zerwie kontrakt, jeśli w rubryce towarzyskiej którejś z gazet ukaże się jej zdjęcie. Odcięta od świata Sharon często czuła się potwornie samotna i czasem błagała swojego mentora, żeby ją uwolnił. Ransohoff przypominał jej wtedy, że czeka ją wspaniałe życie, kiedy zostanie światową gwiazdą.

Kiedy Sharon miała dwadzieścia dwa lata, Ransohoff uznał, że może pokazać swoje dzieło światu i obsadził ją w Oku diabła u boku Davida Nivena. Od tej roli było jeszcze daleko do filmowego Parnasu, ale Sharon została uznana za obiecującą młodą gwiazdkę. Potem przyszli Nieustraszeni pogromcy wampirów - i Roman Polański.

Podobnie jak Ransohoff, Roman raz spojrzał na Sharon i powiedział: „Chcę ją”. On jednak chciał ją nie jako aktorkę, lecz jako kobietę. Widział w niej księżniczkę, której jaśniejąca uroda wyzwoli go od nękających go demonów, kobietę, która przywróci porządek i harmonię w jego chaotycznym świecie. Z kolei Sharon była zaintrygowana żarliwością Romana i jego mrocznymi wizjami. Młody reżyser i rozkwitająca bogini wkrótce ze sobą zamieszkali.

Prasa uznała ich za parę „na topie”, a oni ostro pracowali, bawili się i imprezowali. Sharon i Roman żyli wyłącznie chwilą obecną, pragnąc zapomnieć o przeszłości, jakby przewidując, że nie mają długiej wspólnej przyszłości. Ich charaktery, chociaż bardzo odmienne, wzajemnie się uzupełniały. „Oboje jesteśmy cyganami - on z Polski, ja z Teksasu”, powiedziała Sharon. Ponieważ Sharon była dosyć niezorganizowana, Roman przejął od Ransohoffa rolę jej agenta i reżyserował jej życie, jakby to był film.

Pomógł jej w pełni zaakceptować swoją urodę, przyjąć do wiadomości, że nie ma powodu się jej wstydzić. Nauczył ją też rozumieć głębię ich wzajemnych uczuć.

Na początku małżeństwo po prostu nie wchodziło dla nich w rachubę. „Liczy się tylko miłość” - stwierdziła Sharon. „Dzisiaj tak łatwo jest się rozwieść, że naprawdę nie ma różnicy, czy jesteś w nieformalnym związku, czy masz świadectwo ślubu”.

Z czasem jednak zmienili zdanie. „Nie umiem udawać” - wyznała Sharon. „Niektóre moje znajome, starsze ode mnie, mówią mi, że jestem głupia, zdradzając się wobec Romana z moimi uczuciami do niego. Podpowiadają mi różne rzeczy, na przykład: »trzymaj go w niepewności«”. Nie zastosowała się do tej rady. Przestało jej wystarczać, że mieszkają razem. „Równie dobrze moglibyśmy wziąć ślub”, powiedziała do Romana. „Czemu nie, chérie?”, odpowiedział. No i się pobrali.

Polecieli w tym celu do Londynu. Ślub w urzędzie stanu cywilnego, podczas którego Roman wystąpił we fraku, a Sharon w wyjątkowo kusej minispódniczce, doskonale podsumowywał swingujące lata sześćdziesiąte ze wszystkimi ekscesami i optymizmem tej epoki. „Było pięknie”, powiedziała Sharon w dniu ślubu.

Po powrocie do Ameryki Roman odnosił kolejne sukcesy jako reżyser, a Sharon dostała pozytywne recenzje za rolę w Dolinie lalek. Potem przyszła wiadomość, że spodziewa się dziecka. Roman był w siódmym niebie. Niezmiernie go uradowało, że znowu będzie miał rodzinę, którą dawno utracił.

Kiedy Sharon była już w zaawansowanej ciąży, Romana wezwano do Londynu w sprawie zawodowej. Sharon nie przejęła się tym zbytnio, zresztą Roman codziennie do niej telefonował. Jednak pewnego wieczoru nie mógł się dodzwonić.

9 sierpnia 1969 roku niezrównoważony psychicznie były więzień Charles Manson uznał, że nadchodzi rozstrzygające starcie między czarnymi i białymi - ostatnia bitwa, którą nazwał „Helter-Skelter”. Dziewczynom ze swojego gangu, które podobno hipnotyzował, kazał rozpętać orgię destrukcji i zabić mieszkańców losowo wybranego domu. Padło na dom przy Cielo Drive w Beverly Hills, należący do Polańskich.

Po przecięciu kabli telefonicznych członkinie gangu Mansona włamały się do domu, po czym zamordowały Sharon i przebywających u niej gości - Abigail Folger, Wojtka Frykowskiego, Stevena Parenta i Jaya Sebringa. Ciała wszystkich ofiar potwornie zmasakrowano, a ich krwią napisano na ścianie słowo „PIG” (świnia). Ciało Sharon, w samej bieliźnie, wisiało na linie ze sztucznego tworzywa przywiązanej do krokwi w pokoju na piętrze. Obok niej wisiał Jay Sebring. W chwili śmierci Sharon miała zaledwie dwadzieścia siedem lat.

W tym czasie Roman był na bankiecie przy Eaton Square. Tak się złożyło, że kilka minut wcześniej rozmawiał o śmierci znajomego. „Na kogo teraz kolej?”, zapytał gorzko Polański. Odpowiedź na to pytanie nadeszła drogą telefoniczną zza Atlantyku. „Zabili moją żonę i dziecko”, powiedział i osunął się z płaczem na krześle.

Roman poleciał na pogrzeb Sharon w stanie głębokiego szoku. Blady, niepewnym krokiem podszedł do trumny żony, pocałował wieko, a potem żył jak w lunatycznym śnie. Z odrętwienia wyrwały go sensacyjne pogłoski na temat śmierci Sharon. Gazety donosiły, że uczestniczyła w szalonych orgiach i czarnoksięskich rytuałach. Najbardziej bolesne było dla niego to, że niektórzy komentatorzy kojarzyli wątki satanistyczne obecne w Dziecku Rosemary z upiornym rytuałem zamordowania Sharon. Roman gorzko to skomentował:

Zaraz po odkryciu masakry środki masowego przekazu oddały się bez reszty na usługi hollywoodzkim plotkom i zaczęły fabrykować najrozmaitsze wersje orgii, bankietów z narkotykami i seansów czarnej magii. Społeczność Hollywood - złośliwa, wredna i niepewna swoich racji - chciała być jak najszybciej przekonana, że ofiary są same sobie winne; tylko w ten sposób mogła poczuć się bezpiecznie. Twierdzono, że Sharon i ci, których zamordowano wraz z nią, byli odpowiedzialni za swoją śmierć, ponieważ oddawali się złowrogim praktykom i przestawali z nieodpowiednimi ludźmi. Nic podobnego nie mogłoby się nigdy przytrafić zwyczajnym, bogobojnym obywatelom.

Roman przez wiele miesięcy poszukiwał zabójców swojej żony. Kiedy gang Mansona został wreszcie schwytany i osądzony, na pierwszych stronach brukowców znowu pojawiły się szczegóły tego makabrycznego wydarzenia. Po długim okresie żałoby Polański rozpoczął nowy projekt filmowy - nakręcił Tragedię Makbeta. Drastyczność tego filmu odzwierciedlała nastrój reżysera. Cynizm i desperacja przebijają również z kolejnych filmów Polańskiego: Chinatown i Lokator.

*Wszystkie cytaty za: R. Polański, Roman, przeł. K. i P. Szymanowscy, przekład autoryzowany, Wydawnictwo Polonia, Warszawa 1989.