Firma wyrosła jako świetny pomysł Eugeniusza Kwiatkowskiego. Zakłady Południowe i ich otoczenie w widłach Wisły i Sanu, były faktycznie „Stalową Wolą wybicia się Polski na niepodległość”. W latach powojennych, Huta Stalowa Wola była molochem, w którym zamykał się cały cykl produkcyjny – od wytopu stali, po montaż skomplikowanych maszyn. Siedemnaście lat temu przedsiębiorstwo państwowe HSW, stało się spółką akcyjną i rozpoczął się proces transformacji firmy.

Nowy inwestor Zgodnie z planami, w przyszłym roku Huta Stalowa Wola zostanie ostatecznie sprywatyzowana. Dziś największymi udziałowcami HSW, są Skarb Państwa (56 proc.) i Agencja Rozwoju Przemysłu (30 proc.). Nowy inwestor, który kupi państwowy pakiet, ma być z branży maszyn budowlanych i nie może mieć w swojej ofercie maszyn takich, jakie produkowane są w Stalowej Woli. [b] Cierpliwość się opłaciła W prywatne ręce nie trafi Centrum Produkcji Wojskowej HSW; ze zrozumiałych względów, zostanie w rękach państwa. Do 1989 r. HSW była zbrojeniową potęgą. Od tego czasu jej wojskowa produkcja malała. W krytycznym momencie wartość tzw. produkcji specjalnej oscylowała wokół 2 proc. całej produkcji HSW. Ratunkiem miał być „Krab”, supernowoczesna armatohaubica. „Krab” przez osiem lat strzelał celnie, ale tylko na próbach i pokazach, bo MON wycofało się z umowy. HSW wzięła na siebie wszelkie koszty badań i wdrożeń, ale nie zrezygnowała z produkcji. Cierpliwość się opłaciła. Niedawno MON poinformowało, że kupi od HSW „Kraby”, wyrzutnie rakiet „Langusta” i inny sprzęt wojskowy. Wartość pierwszego zamówienia sięga 300 mln. zł, ale na tym nie koniec. Inżynierowie z HSW wzięli się za nowe projekty, bo biznes zbrojeniowy jest bardzo opłacalny. [b]Jerzy Mielniczuk[/b][/b]