Po tym, jak w styczniu i lutym indeksy warszawskiej giełdy uformowały lokalny szczyt hossy, w marcu doszło do delikatnej korekty spadkowej. Jak interpretować to wydarzenie? To zależy, czy chcemy widzieć szklankę do połowy pełną, czy do połowy pustą. Według mnie, polski rynek akcji dowiódł swojej siły. Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę ostatnie dane napływające z gospodarki.

Dla przypomnienia, w lutym produkcja przemysłowa w Polsce wyhamowała do 1,2 proc. r/r, a sprzedaż detaliczna do 7,3 r/r. W marcu z kolei nieco spadła wartość indeksu PMI, który obrazuje kondycję polskiego sektora przemysłowego. Gdyby inwestorzy nie widzieli potencjału na GPW, takie dane mogłyby być impulsem do silniejszej wyprzedaży. Tymczasem na miejsce inwestorów, którzy ostatnio realizowali zyski, pojawili się kolejni, którzy wierzą w polskie akcje.

Dobrą formę warszawskiej giełdy potwierdzają pierwsze dni kwietnia. WIG20 jest wciąż jednym z najmocniejszych indeksów giełdowych w Europie w tym roku. I chociaż kolejne korekty są prawdopodobne, to wiele przemawia za tym, żeby wykorzystać je do zwiększania udziału w funduszach akcji. Oczywiście jeśli inwestor akceptuje naturalne dla inwestowania na giełdzie ryzyko.

Obecnie najważniejsze czynniki prowzrostowe to pozytywny globalny sentyment do akcji, napływ kapitału do funduszy akcyjnych i geopolityczny spokój. Wybiegając nieco w przyszłość, inwestorzy szacują już możliwy korzystny wpływ reformy emerytalnej na polski rynek akcji. Pracownicze plany kapitałowe, które od 2018 roku mają być obowiązkowe dla wszystkich pracodawców, mogą zapewnić stały dopływ gotówki nie tylko na rynek obligacji, ale również na warszawską giełdę.