Roman Kosecki:

Roman Kosecki: Mówią o mnie „wesoły Romek”

Sebastian Staszewski

Nowiny

Aktualizacja:

Nowiny

Kosecki: Jeśli Boniek weźmie udział w wyborach prezesa PZPN, ja nie wystartuję. To byłoby nieeleganckie. Zrobię to, jeśli zrezygnuje

Kosecki: Jeśli Boniek weźmie udział w wyborach prezesa PZPN, ja nie wystartuję. To byłoby nieeleganckie. Zrobię to, jeśli zrezygnuje ©Sylwia Dąbrowa

Mówią o mnie „wesoły Romek”. Nawet kiedyś piosenkę z „Misia” miałem na dzwonku w telefonie. Znajomi krzywili się: „Roman, to niepoważne”, ale co tam - mówi tuż po 50. urodzinach Roman Kosecki.
Kosecki: Jeśli Boniek weźmie udział w wyborach prezesa PZPN, ja nie wystartuję. To byłoby nieeleganckie. Zrobię to, jeśli zrezygnuje

Kosecki: Jeśli Boniek weźmie udział w wyborach prezesa PZPN, ja nie wystartuję. To byłoby nieeleganckie. Zrobię to, jeśli zrezygnuje ©Sylwia Dąbrowa

Co tam słychać dobrego?

To ja powinienem Pana o to zapytać. Niedawno obchodził Pan 50 urodziny, a w niedzielę imieniny. Życzę więc wszystkiego najlepszego. Imprezy się udały?

Nawet bardzo! Jest miło, bo wciąż dostaję życzenia. Pisali ze Stambułu, Hiszpanii, Ameryki. Miałem małą uroczystość i było wesoło. Bo ze mną zawsze jest wesoło. Niektórzy mówią o mnie „wesoły Romek”. Nawet kiedyś piosenkę z Misia miałem na dzwonku w telefonie. „Jestem wesoły Romek, mam na przedmieściu domek”. Znajomi krzywili się: „Roman, to niepoważne”, ale co tam.

Są dziś piłkarze tak zbuntowani, jak zbuntowany był kiedyś Roman Kosecki?

Nie ma, bo nie ma takiej potrzeby. Dziś mamy wolną Polskę, sklepy są pełne, można swobodnie podróżować. Przeciwko czemu się więc buntować? Kiedy przechodziłem z Ursusa Warszawa do Gwardii, klubu milicyjnego, kazali mi ściąć długie włosy. Oczywiście odmówiłem. Nosiłem zieloną kurtkę, opornik, wspierałem Lecha Wałęsę. Do szatni wojskowej Legii wprowadziłem księdza Mariusza Zapolskiego. Taki właśnie byłem…

Pan był, jak mawia Janusz Panasewicz, rockendrolowcem z duszy.

Teoretycznie, ale i praktycznie. W czasach gry w Ursusie miałem z kolegami kapelę. Graliśmy po bursach szkolnych i remizach mocne reggae i punka. Ja byłem gitarzystą. W trakcie koncertów zdarzało się, że rzucaliśmy ulotki. Milicja nas wtedy legitymowała, chciała nam rekwirować sprzęt. To nas kręciło. Słuchałem Izraela, Kultury, Moskwy i Dezertera. Tę muzykę lubię do dziś. Teraz w modzie jest disco-polo, to i piłkarze bardziej niż rockmenami, są discopolowcami.

Skoro wspomniał Pan o Lechu Wałęsie, to Pan należy do obrońców jego pomnika? Bo zdaniem wielu, m.in. profesora Sławomira Cenckiewicza, nie ma wątpliwości, że odnalezione w szafie Czesława Kiszczaka teczki są oryginalne.

Nie byłbym pewny, jak Cenckiewicz, co do autentyczności teczek. Przecież to nie zostało jeszcze zbadane. Dla profesora może jest to jasne, ale on broni pewnej opcji. Bo trwa polityczna wojna. Może coś jest na rzeczy, ale dla mnie nikt nie zburzy pomnika Lecha Wałęsy. Kaczyński i inni nigdy nie będą tak wspominani, jak Wałęsa. My, Polacy potrafimy tylko narzekać, a to, co niektórzy wyprawiają teraz, niszcząc wszystko i wszystkich, jest obrzydliwe.

Pan też opowiada się za określoną frakcją polityczną… Od 2005 roku jest Pan na listach Platformy Obywatelskiej.

Ale to bez znaczenia, bo ja ogólnie jestem przeciwko wojnom politycznym. Poczekajmy i zobaczmy co się wydarzy. Niech sam Wałęsa wypowie się na ten temat. Czasy były, jakie były. Są ludzie, którzy nie dali się przeciągnąć, ale znam relacje osób, których SB wywoziła do lasu, którym przykładali pistolet do głowy, grozili pobiciem dzieci czy żony. Może Wałęsy nikt tak nie straszył, ale bezpieka miała swoje sposoby, aby łamać ludzi.

Pana łamano? Grał Pan przecież w klubach resortowych.

Wokół pełno było esbeków. Jak wyjeżdżaliśmy z młodzieżowymi kadrami to zawsze dostawaliśmy tak zwanego „opiekuna”, smutnego pana, który wszystkim się interesował. Grałem w juniorskich mistrzostwach Europy w Moskwie w 1984 r., gdzie zdobyliśmy brązowy medal, i tam pełno było agentów.

I?

I nic. Nikt mi niczego nie proponował, bo i tak bym się nie zgodził.

Przygotowując się do rozmowy usłyszałem opinię, że jest Pan „najlepiej opłacanym duchem w PZPN”. Podobno bardzo rzadko Pan bywa w siedzibie związku przy Bitwy Warszawskiej.

Razem ze Stefanem Majewskim czy Bogdanem Basałajem mamy na tyle dobrze zorganizowane biuro, że nie muszę tam siedzieć non stop. Gdyby tak było, oznaczałoby to, że nie ufam ludziom. A ufam. Poza tym narzuciłem sobie naprawdę wiele obowiązków: jestem wiceprezesem PZPN, wiceprezesem Mazowieckiego ZPN, posłem na Sejm, mam też akademię piłkarską w Konstancinie.

W takiej kolejności?

Kolejność jest dowolna.

A mówią, że jest Pan leniuszkiem…

To bierze się z tego, że ludzie mnie nie znają. Mówią tak też nieżyczliwi, którzy chcą osłabić moją pozycję. Boją się, że będę startował na prezesa PZPN albo na inną funkcję. Jeśli ktoś ma wątpliwości, niech przyjedzie do Kosy Konstancin, do siedziby MZPN. Nie obijam się.

Dziś już wiemy, że w wyborach prezesa PZPN raczej Pan nie wystartuje.

Tak będzie, jeśli do wyścigu o drugą kadencję stanie prezes Boniek. Jestem wiceprezesem, więc moja rywalizacja z nim byłaby nieelegancka. Ktoś mógłby pomyśleć, że latami kopałem pod Bońkiem dołki, a teraz chcę to wykorzystać. Wystartuję, jeśli Boniek zrezygnuje. Jeśli będzie trzeba, to oczywiście złożę mandat poselski, bo zgadzam się z tezą, że prezes PZPN nie powinien aktywnie uczestniczyć w polityce.

Jak określiłby Pan swoje relacje z Bońkiem?

W okresie wyborczym przez dwa, trzy miesiące było między nami ostro. Ale później emocje opadły i wszystko sobie poukładaliśmy. Dziś nasze stosunki są bardzo poprawne. Robotę prezesa oceniam dobrze, znam też swoje miejsce. Czasem rozmawiamy telefonicznie, czasem spotykamy się w siedzibie związku. Jesteśmy jak dwaj piłkarze: na boisku walczą na całego, czasami używają łokci, ale po meczu podają sobie ręce i wymieniają się koszulkami.

Boniek złożył Panu życzenia na urodziny?

Śmiał się, że i tak go nie dogonię. Chodziło o wiek. Życzył sukcesów, zdrowia, pomyślności.

Pan też zadzwoni do Bońka? Prezes 3 marca będzie świętować sześćdziesiątkę.

Tak i będę mu życzył, aby uciekał mi jak najdłużej. A poza tym zdrowia i sukcesów.

A czego życzy Pan reprezentacji Polski na Euro 2016?

Wielkiego triumfu. Jesteśmy w fajnym momencie, bo mamy Roberta Lewandowskiego, czwartego piłkarza na świecie, ale też Grzesia Krychowiaka, Kamila Glika, Wojtka Szczęsnego. To kręgosłup. Świetni piłkarze, którzy są liderami w swoich klubach. Sam Lewandowski nic by nie zrobił. Ale wokół ma znakomitych ludzi. Nawet rezerwowi są zaangażowani.

Są tacy, którzy twierdzą, że Nawałka powinien grać w totolotka. Bo trafił na generację piłkarzy, która nie tylko jest w mocnych klubach, ale odgrywa tam kluczowe role. Pan wierzył w Nawałkę od początku?

Kiedy Boniek w 2013 roku wybierał selekcjonera, podałem mu trzy nazwiska: Nawałki, Jerzego Engela i kogoś z zagranicy. Nie pamiętam kogo, ale był to ktoś pokroju Giovanniego Trapattoniego. A więc dobrze podpowiadałem. Nawałka dba o najmniejsze szczegóły, pracuje jak wół. Kto znał go wcześniej, wie, że Adam się nie zmienił. To wciąż ten sam gość, który poświęcał się jak szalony pracy w Górniku Zabrze.

Polski futbol rośnie?

Z jednej strony możemy się cieszyć, że jest ciągłość awansów na Euro, bo w 2008 roku na mistrzostwach grała kadra Leo Beenhakkera, później wystąpił zespół Franka Smudy, a teraz zadanie spełnił Nawałka. Z drugiej strony to ciągle tylko awans. Jeszcze nic we Francji nie wygraliśmy. A powie mi pan od ilu lat polski zespół nie gra w Lidze Mistrzów?

Od dwudziestu.

Masakra jakaś, co? O czym my rozmawiamy? Nawet w Lidze Europy ledwie dajemy radę. Na podstawie reprezentacji powiemy: Jezu, ale cudownie! Ale klubowo? Cała Europa gra w pucharach, a my je tylko oglądamy w telewizji.

Na Ligę Mistrzów zbroi się Legia. Transfery Artura Jędrzejczyka, Ariela Borysiuka, Kaspra Hämäläinena i Adama Hlouška robią na Panu wrażenie?

O to właśnie chodzi. Tak się buduje drużynę. Poza tym fajnie, że Legia nie zapomina o wychowankach. Czerczesow ostro powiedział, że to nie przedszkole i ma rację. W 1994 roku strzeliłem gola Realowi Madryt. W tym meczu po raz pierwszy trafił także 17-letni Raul. Chłopak od razu dawał radę. Od młodych legionistów trzeba oczekiwać tego samego. Muszą być kozakami.

Legia będzie mistrzem?

Wierzę głęboko, że latem autokar pojedzie na Starówkę i będzie święto. Jeśli się dobiję, to sam tam pójdę. Trzymam za nich kciuki. Legię może dziś pokonać tylko Legia, jak ostatnio ładnie powiedział Aleksandar Prijović.

Prezes Leśnodorski długo szukał skrzydłowego…

Ja jestem już za stary.

Ale Pana syn Kuba mógłby przecież wrócić z wypożyczenia do SV Sandhausen.

Napisałem nawet niedawno wiadomość do prezesa Leśnodorskiego, że w Niemczech jest niezły skrzydłowy z którego można skorzystać. Prezes odpisał, że wszystko jest możliwe. Kuba zbiera w Saudhausen dobre opinie, interesują się nim kluby Bundesligi, ale ja w jego sprawy się nie wtrącam.

Czego Panu życzyć na kolejne 50 lat życia?

Przez tyle lat miałem sinusoidę. Raz na górze, raz na dole. A więc oby ta druga połówka była spokojniejsza. I wnuka chciałbym, który zagra w Legii. A skoro i tak się rozgadaliśmy, to zdradzę, że spisałem już moje wspomnienia. Muszę jeszcze raz do nich zajrzeć i opublikować.

Kiedy?

Jestem „Kosa”, a więc szybko!

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze (1)

Wszystkie komentarze (1) forum.nowiny24.pl

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Polecamy

Złota Setka Firm Podkarpacia. Zapraszamy do udziału.

Złota Setka Firm Podkarpacia. Zapraszamy do udziału.

Poznaj laureatów czwartego losowania loterii Nowin

Poznaj laureatów czwartego losowania loterii Nowin

Niezawodne światłowody (materiał informacyjny Orange)

Niezawodne światłowody (materiał informacyjny Orange)

Kup abonament za 29 zł i wygraj mieszkanie warte 300 000 zł

Kup abonament za 29 zł i wygraj mieszkanie warte 300 000 zł