Nowiny24
    Sport

    Sportowy weekend

    Rozwiń
    Pijak, zbrodniarz i nieudacznik. Oto cała prawda o...

    Pijak, zbrodniarz i nieudacznik. Oto cała prawda o "Walterze"

    Dorota Mękarska

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Komunistyczna propaganda sprawiła się tak dobrze, że nawet dziś generał ma czcicieli. A pomnik gen. Świerczewskiego w Jabłonkach to obowiązkowa pozycja

    Komunistyczna propaganda sprawiła się tak dobrze, że nawet dziś generał ma czcicieli. A pomnik gen. Świerczewskiego w Jabłonkach to obowiązkowa pozycja na trasie bieszczadzkich wycieczek. ©Wojciech Zatwarnicki

    Karol Świerczewski znów budzi emocje. Gmina Baligród chce wykorzystywać jego pomnik do promocji. To zbrodniarz i nieudacznik - oponują historycy. Kim był generał, "który się kulom nie kłaniał"?
    Komunistyczna propaganda sprawiła się tak dobrze, że nawet dziś generał ma czcicieli. A pomnik gen. Świerczewskiego w Jabłonkach to obowiązkowa pozycja

    Komunistyczna propaganda sprawiła się tak dobrze, że nawet dziś generał ma czcicieli. A pomnik gen. Świerczewskiego w Jabłonkach to obowiązkowa pozycja na trasie bieszczadzkich wycieczek. ©Wojciech Zatwarnicki

    Pseudonim gen. Karola Świerczewskiego "Walter" narodził się w czasie wojny domowej w Hiszpanii. Ponoć wziął się od pistoletów walther, z których Świerczewski, często w pijanym widzie, ubrany tylko w kalesony, własnoręcznie rozstrzeliwał dezerterów.

    Prawdziwe nazwisko Świerczewskiego brzmi Tenenbaum. Jednak to nie przyszły generał doprowadził do tej zmiany, ale jego ojciec. Młody Karol stał się bolszewikiem w wieku 20 lat, kiedy to został ewakuowany do Rosji, po zajęciu przez wojska niemiecko-austriackie Królestwa Polskiego.

    W wojnie domowej walczył po stronie czerwonych, a w 1920 roku razem z Armią Czerwoną poszedł na Polskę. Podczas wojny domowej w Hiszpanii, w której wziął udział jako ochotnik, niczym szczególnym się nie wyróżnił, oprócz tego, że zaistniał jako Golz na łamach książki Ernesta Hemingwaya "Komu bije dzwon".

    Zasadzka w Jabłonkach

    W październiku 1941 r. jako dowódca dywizji piechoty znalazł się w kotle pod Wiaźmą, z którego z życiem uszedł tylko on i piątka żołnierzy. Towarzysze radzieccy darowali mu tę klęskę, ale nie powierzyli już nigdy dowództwa żadnej jednostki linowej w Armii Czerwonej.

    W 1943 roku Świerczewski oddelegowany został do formowanych w ZSRR Polskich Sił Zbrojnych. Powierzono mu stanowisko dowódcy II Armii Wojska Polskiego. W marcu 1945 roku skierowano ją nad Nysę Łużycką. Sforsowanie tej rzeczki zajęło Świerczewskiemu aż 7 dni.

    W kwietniu 1945 r. generał wziął się za zdobywanie Drezna, doprowadzając nieudolnością, brakiem doświadczenia i pijaństwem, do hekatomby polskich żołnierzy pod Budziszynem. Szacuje się, że zginęło 5 tysięcy żołnierzy, zaginęło prawie 3 tysiące, a 10 tysięcy zostało rannych.

    Większych strat Wojsko Polskie nigdy więcej nie poniosło. Za karę Świerczewski został publicznie spoliczkowany, ale odpowiedzialności jako dowódca nie poniósł.

    Awansowano go za to na wiceministra Obrony Narodowej. W tej roli zatwierdzał wyroki śmierci dla żołnierzy AK - wrogów socjalistycznego państwa.

    Nie wiadomo, ilu jeszcze Polaków zginęłoby przez Świerczewskiego, gdyby śmiertelnie nie ugodziły go kule wystrzelone przez dwóch kaemistów "Ducha" i "Ubycza" z oddziału UPA, który 28 marca 1947 r. zorganizował zasadzkę w bieszczadzkich Jabłonkach.

    Idealna postać do mitologizacji

    Kult Świerczewskiego narodził się zaraz po jego śmierci. 29 marca 1947 r. w "Życiu Warszawy" napisano o generale: "Jeden z największych, jakich kiedykolwiek mieliśmy strategów i z którego imieniem na zawsze związana będzie granica nad Nysą Łużycką - nie żyje".

    Życiorys generała nie był jednak dobrym materiałem do tworzenia panegiryków. - Oficjalna propaganda nie eksponowała jego życiorysu, koncentrując się na wybranych epizodach - zaznacza prof. Bohdan Halczak z Uniwersytetu Zielonogórskiego.

    - Gen. Świerczewski był niemal idealną postacią do mitologizacji - podkreśla prof. Grzegorz Motyka, członek Rady IPN w Warszawie. - Walczył w wojnie domowej w Hiszpanii, zdobywając uznanie nawet amerykańskiego pisarza, którego trudno było posądzić o całkowite prokomunistyczne zaślepienie. To on nazwał go przecież "generałem, który się kulom nie kłaniał". W czasie II wojny światowej dowodził II Armią WP, co można było przedstawiać jako przywiązanie do polskości, a w końcu zginął w trakcie inspekcji podkomendnych służących na odległym i niebezpiecznym posterunku. By osiągnąć pełny efekt należało tylko nie wspominać o niewygodnych szczegółach z biografii takich, jak udział w wojnie 1920 r. po sowieckiej stronie.

    - Kandydatów na bohaterów było wielu, ale mieli zasadniczą wadę - żyli - uważa dr Zbigniew Palski z Instytutu Studiów Politycznych PAN. - Świerczewski poległ zaś w walce. Jakie były okoliczności tej śmierci, to zupełnie inna rzecz. Eksponowano, jak troszczył się o prostych żołnierzy, jak lubił wśród nich przebywać, jak przeprowadzał nieszablonowe inspekcje, sprawdzając, w jakich warunkach śpią i czy mają, co jeść. Świerczewski zginął też we właściwym czasie i z właściwym przeciwnikiem.

    - PRL potrzebował nowych bohaterów, a nowa władza nie miała lepszego kandydata - dodaje dr Andrzej Zapałowski z Uniwersytetu Rzeszowskiego. - Gen. "Walter" wspaniale wpisywał się w jej plany. Jego śmierć zbiegła się idealnie z wcześniej przygotowaną decyzją o akcji "Wisła".

    Nowy "ojciec narodu"

    Kult Świerczewskiego był intensywnie propagowany przez co najmniej przez dwa pokolenia. Jego podobizna pojawiła się na monetach, obierano go na patrona szkół, ulic, placów. Poeci poświęcali mu strofy, a pisarze pisali książki. Pełno go było w szkolnych książkach.

    - W społeczeństwie polskim było bardzo duże przywiązanie do Józefa Piłsudskiego. Po II wojnie światowej odczuwano brak tej postaci. Świerczewskiego wykreowano, więc na nowego Piłsudskiego - uważa prof. Halczak.

    W propagandzie nie było miejsca na błędy, czy niedopatrzenia. - Z dużym rozmachem zrealizowano o Świerczewskim kosztowny film biograficzny, ale po nakręceniu został on odłożony na półkę, bo jakiś drobiazg nie spodobał się podczas kolaudacji. Pokazano go dopiero po 1989 roku - mówi prof. Halczak.

    - Wszystkie niewygodne szczegóły były bezwzględnie utajniane - dodaje dr Zapałowski. - Jeszcze w latach 80. w Akademii Sztabu Generalnego WP przeprowadzone konferencje dotyczące gen. Świerczewskiego. Materiały z tej konferencji, które wyszły w formie książki, zostały utajnione. Nie były dostępne nawet dla historyków w latach 90.

    Bohater i "swój chłop"

    Propagandziści całkiem gładko poradzili sobie z wątpliwymi talentami dowódczymi generał, przymiotami charakteru i nałogami.

    - Podstawowym obowiązkiem adiutanta Świerczewskiego było przeniesienie w metalowym kubku alkoholu. Generał wypijał pół kubka spirytusu i dopiero po tym nawiązywał kontakt z otoczeniem - opisuje obrazowo dr Palski.

    - Oficerowie LWP mieli do tej postaci słabość, bo trudno im się było identyfikować z postaciami z Polski międzywojennej - zauważa prof. Halczak. - Generał był dla nich kimś bliskim, bo lubił sobie wypić. Opowiadali sobie o jego problemach miłosnych, bo był znanym kobieciarzem. To im się podobało. Świerczewski był dla nich "swoim chłopem.
    - W systemie radzieckim wszyscy pili. Dla walczących na froncie były nawet przydziały wódki - kwituje sprawę nałogu Świerczewskiego dr Zapałowski.

    Jaka piękna śmierć!

    Najbardziej popularyzowanym przez propagandę komunistyczną epizodem z biografii generała była jego śmierć.

    - Opis ostatniego boju Świerczewskiego, autorstwa Jana Gerharda jest zgodny z wymogami literatury batalistycznej - zauważa prof. Halczak. - Autor stopniuje poziom napięcia aż do tragicznego finału. Powodowany troską o żołnierzy generał podejmuje odważną, lecz ryzykowną decyzję. W momencie walki, kiedy na oddział Wojska Polskiego spada grad pocisków i wszystko wokół płonie, generał zachowuje przytomność umysłu. Dowodzi żołnierzami, którzy stawiają heroiczny opór. Kiedy dowódca pada raniony, żołnierze spieszą mu na ratunek.

    Jednakże równolegle z tworzeniem tego mitu rozpowszechniana była wersja o zamachu, dokonanym przez "swoich".

    - Wersja ta pojawiła się w okresie stalinowskim, gdy komuniści przystąpili do rozliczeń we własnym obozie - wyjaśnia prof. Motyka. - Ktoś wymyślił, aby niektórym wyższym komunistycznym działaczom, którym zarzucano nieprawomyślność i tzw. prawicowe odchylenie, przypisać także śmierć gen. Świerczewskiego. W tym celu zmuszono aresztowanego Jana Gerharda - świadka śmierci gen. "Waltera" i późniejszego autora powieści "Łuny w Bieszczadach" - do złożenia "odpowiednich" zeznań. Twierdził w nich, że na rozkaz gen. Komara i gen. Spychalskiego nawiązał kontakt z francuskim wywiadem, a następnie osobiście z UPA, po czym "wystawił" generała pod kule partyzantów. W związku z odwilżą, jaka nastąpiła po śmierci Stalina, zrezygnowano z pokazowych procesów. Choć Gerhard odwołał swoje fantazje, to zapewne plotki na ten temat krążyły w różnych środowiskach, podsycając spiskowe historie.

    Dr Palski przytacza inną wersję, o której miała mówić towarzyszka życia Świerczewskiego. - Według niej stał za tym Stalin, bo Świerczewski się "opolaczył". Ale ta wersja nie trzyma się kupy. Stalin ukręcał łby marszałkom, niejako w świetle jupiterów. Dlaczego w przypadku Świerczewskiego miałby się bawić w jakieś gry operacyjne?

    - Powszechnie powątpiewano w prawdziwość oficjalnej wersji o zabójstwie Świerczewskiego przez UPA - stwierdza dr Halczak. - Przeważał pogląd, że śmierć generała była dziełem radzieckiej NKWD. Zwolennicy tej teorii mieli jednak problemy ze wskazaniem przyczyny, dla której radzieckie służby specjalne pragnęłyby "zlikwidować" generała. Uważano, że usiłował się on przeciwstawiać postępującemu procesowi "sowietyzacji" polskiej armii. Była to dosyć mało wiarygodna opinia, biorąc pod uwagę silne więzi generała z Armią Czerwoną.

    Po 1989 roku Świerczewskiego strącono z piedestałów. Stało się to dzięki historykom, którzy obalili legendę o genialnym strategu, dzielnym dowódcy i wiernym synu narodu polskiego.

    - W 2009 r. przeprowadzono badania sondażowe, dotyczące pamięci o II wojnie światowej - podsumowuje Bohdan Halczak. - Świerczewski został zaliczony przez respondentów do grona postaci, których naród polski powinien się wstydzić.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (94)

    Wszystkie komentarze (94) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo