Nowiny24
    Sport

    Sportowy weekend

    Rozwiń
    Nie czas palić czarownice [FILM]

    Nie czas palić czarownice [FILM]

    Andrzej Plęs

    Nowiny

    Nowiny

    ks. Adam Boniecki

    ks. Adam Boniecki ©Krzysztof Kapica

    Ironiczny i autoironiczny, zatroskany i refleksyjny. Wyklęty przez wielu ks. Adam Boniecki.
    ks. Adam Boniecki

    ks. Adam Boniecki ©Krzysztof Kapica

    Prowincjał Zgromadzenia Księży Marianów zakazał mu wypowiadania się dla mediów, bo też ks. Adam Boniecki pytany - miał zwyczaj wyrażać swoje przemyślenia, które nie zawsze zgadzały się z oficjalnym stanowiskiem Kościoła strukturalnego w Polsce, a tym bardziej kościelnych konserwatystów. Jak wtedy, kiedy w środku burzy o udział Adama Darskiego "Nergala", jurora jednego z programów w telewizji publicznej, ks. Boniecki zdziwił się publicznie, że z jakiegoś jasełkowego diabła ("Nergala") robi się satanistę.

    Bo satanizm to sprawa znacznie poważniejsza, niż estradowe porykiwania blackmetalowe. A awanturę o krzyż w Sejmie skwitował również publicznie, iż katolicy mają prawo do celebrowania swoich symboli, ale i tym, którym krzyż wadzi, należy się zrozumienie. Hierarchia kościelna uznała, że ks. Boniecki "miesza ludziom w głowach" - jak sam to określił i "wypowiada się niejednoznacznie", i zakazała mu wypowiedzi do mediów. Poza "Tygodnikiem Powszechnym", którego do niedawna był redaktorem naczelnym. Ale nie zabroniono mu wystąpień publicznych.

    - Jestem jedynym księdzem w Polsce, który nie może występować w mediach, ale tu jestem legalnie - zastrzegł z ironią podczas spotkania w Rzeszowie, podczas którego promował najnowszy zbiór swoich felietonów "Lepiej palić fajkę, niż czarownice". - A teraz robię za primadonnę kościoła katolickiego. I męczennika Świętej Inkwizycji.

    Przez trzy godziny spotkania z czytelnikami o fajce nie było nic, o czarownicach - mnóstwo. Tych współczesnych.

    Autorytet kościoła

    W wiekach średnich budowany na wzór autorytetów doczesnych, ziemskich. Przez monumentalne budowle, w których szary człowieczek czuł się malutki wobec władzy papieskiej i biskupiej, przez tytuły ekselencji i eminencji, którymi obdarzano hierarchów Kościoła.

    - Ta struktura się wali i od Soboru Watykańskiego II przesuwa się na autorytet moralny - tłumaczył ks. Boniecki. - Ludzie już nie chcę nauczycieli, ale świadków. Nie pomoże charyzmatyczny prymas i zdolny menadżer, reforma instytucji. Kiedy Matkę Teresę pytano, co trzeba w Kościele zmienić, żeby było lepiej? Odpowiadała: ciebie i mnie.

    Na autorytecie kościoła ciąży "postawa księżowska", schemat księdza, który jest arogancki, jest właścicielem prawdy.

    - Na szczęście w Polsce każdy ma takiego znajomego księdza, który jest inny - dodał ks. Boniecki. - Ale coś w tym negatywnym schemacie jest.

    Przywiązanie Polaków do Kościoła, to także efekt zaborów, czasów komunizmu, w których Kościół był ostoją polskości albo niezależności. Ostatnie lata przełomu cywilizacyjnego nadszarpnęły przywiązaniem Polaków do Kościoła.

    Państwo w państwie?

    Nie przeceniajmy tak demonizowanego wpływu Kościoła na państwo - przestrzegał ks. Boniecki.

    - Arcybiskup sąsiedniej diecezji, przewodniczący Konferencji Episkopatu, nie ma ważniejszego człowieka w polskim Kościele - przywoływał abpa Józefa Michalika z funkcji, ale nie z nazwiska. - Poparł Marka Jurka w wyborach prezydenckich. Uzyskał niewiele ponad 1 procent poparcia dla swojego kandydata. Więc nie przesadzajmy z tym wpływem, a że Kościół zabiera czasem głos w sprawach na przykład in vitro czy przerywania ciąży i to nie jest po myśli danej partii, to rozdzierane są szaty, że Kościół wtrąca się do polityki.


    Krzyż w Sejmie i na Krakowskim

    - I na tym krzyżu poległem - tłumaczy ks. Boniecki nałożony na niego zakaz wypowiadania się do mediów. Ten w Sejmie powinien wisieć, czy zostać zdjęty - zadano mu pytanie. - Obie odpowiedzi są prawidłowe - odpowiedział, co mogło wydawać się szokujące w ustach duchownego.

    - Zdejmowanie go w tej chwili byłoby wywołaniem nowej awantury, ale jeśli komuś przeszkadza? I to trzeba uszanować - tłumaczy swoje stanowisko. - Krzyż dostał się do tej sali nie lege artis. Został przywieszony w nocy, przez bohaterskich prawdziwych katolików - ironizował ks. Boniecki. Ze szczerego serca na pewno, ale jednak niefortunnie.

    Manifestacje pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie?

    - Ciekawy pokaz, jak może rozkręcić religijne, czy antyreligijne nastroje, jako narzędzie wygodne do realizacji niektórych rzeczy - oceniał ks. Boniecki. - I druga rzecz: te wydarzenia ujawniły słabość instytucji Kościoła w Polsce. Czy gdyby arcybiskup Nycz poszedł pod ten krzyż, czy też te babiszony by go stamtąd przegnały, jak jednego księdza. Bo okazało się, że podzielono biskupów na tych prawdziwych i tych podejrzanych.

    Protesty w obronie krzyża w czasach komunizmu miały zupełnie inny kontekst. Bo dziś - wydaje się - mają charakter zawładnięcia przestrzenią. - Posługiwanie się symbolami jest sprawą szalenie delikatną - przestrzegał. - Bo mogą być wieloznaczne.


    Jak mówić o religii?

    I jak jej uczyć w szkole? Bo księża nie uczą się w seminarium, jak uczyć w szkole religii - zauważa ks. Boniecki.

    - Zakłada się, że jak biskup kogoś pomazał świętymi olejami, to w szkole może uczyć - zauważył duchowny. - Tymczasem to szalenie trudne. I nie jestem przekonany, czy to właśnie księża powinni uczyć... Może wystarczyliby mądrzy ludzie?... A niektóre katechetki bywają... rozpaczliwe.


    Mówić o wierze w tym racjonalizującym się coraz bardziej świecie? Coraz bardziej potrzebne i... coraz trudniejsze.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (3)

    Wszystkie komentarze (3) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo