Żył, jak chciał. Robił, co kochał. Paralotniarze żegnają...

    Żył, jak chciał. Robił, co kochał. Paralotniarze żegnają Piotra Krupę

    Anna Janik

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Piotr Krupa urodził się w Rzeszowie. Był pilotem, podróżnikiem, alpinistą, dziennikarzem „Przeglądu Lotniczego” oraz „TSK 24”, członkiem Mikrolotowej

    Piotr Krupa urodził się w Rzeszowie. Był pilotem, podróżnikiem, alpinistą, dziennikarzem „Przeglądu Lotniczego” oraz „TSK 24”, członkiem Mikrolotowej Kadry Polski. W czasie swojej kariery został złotym medalistą mistrzostw Polski, Ukrainy, Czech. wicemistrzem świata w lotach PPG- Pekin 2007. Był też członkiem Związku Polskich Artystów Fotografików oraz Rzeszowskiego Stowarzyszenia Fotograficznego. ©Krzysztof Łokaj

    Niezwykły pasjonat latania i fotografii, wrażliwy artysta, wspaniały przyjaciel, zawsze pełny życia i fantazji. Piotr Krupa zginął podczas zawodów motoparalotniowych Riverfly 2016 w Płocku. Spadł nagle na płytę lotniska.
    Piotr Krupa urodził się w Rzeszowie. Był pilotem, podróżnikiem, alpinistą, dziennikarzem „Przeglądu Lotniczego” oraz „TSK 24”, członkiem Mikrolotowej

    Piotr Krupa urodził się w Rzeszowie. Był pilotem, podróżnikiem, alpinistą, dziennikarzem „Przeglądu Lotniczego” oraz „TSK 24”, członkiem Mikrolotowej Kadry Polski. W czasie swojej kariery został złotym medalistą mistrzostw Polski, Ukrainy, Czech. wicemistrzem świata w lotach PPG- Pekin 2007. Był też członkiem Związku Polskich Artystów Fotografików oraz Rzeszowskiego Stowarzyszenia Fotograficznego. ©Krzysztof Łokaj

    Materiały podobne
    Szok i niedowierzanie, że nagle odszedł tak doświadczony zawodnik - takie nastroje od zeszłej soboty panują w środowisku paralotniarzy, którzy latali razem z rzeszowianinem Piotrem Krupą. 50-latek był członkiem polskiej kadry narodowej, zawodowo uprawiał motoparalotniarstwo, a zrzeszony był w toruńskiej grupie Falco 2.

    Nie mógł tańczyć na nogach, to tańczył na rękach


    - Takich osób jak ja lub Piotrek, czyli stałych bywalców, którzy mieli na koncie ogromną liczbę zawodów, było w kadrze bardzo mało.
    On był jednym z najstarszych zawodników, znaliśmy się od 2005 r. Drugiego tak pozytywnego wariata niema - zamyśla się Jarosław Balcerzewski, bliski przyjaciel Piotra z grupy Falco 2. - Optymista, do tego facet z jajami, notorycznie się uśmiechający. Naprawdę trzeba byłoby wymyślać, żeby powiedzieć o nim coś negatywnego. Do dziś pamiętam jedną z pierwszych edycji Festiwalu Wiatrów, kiedy się poznaliśmy. Piotr miał odpalić ładunki pirotechniczne w powietrzu podczas pokazu. Okazało się, że źle je podłączył, przez co w czasie pokazu zaczął się dosłownie „smażyć” i wylądował na drzewie. Miał poważny uraz nogi, ale mimo to wieczorem prosto ze szpitala dotarł na naszą integracyjną imprezę. Nie mógł tańczyć na nogach, więc tańczył na rękach.

    Od tego czasu dwójka przyjaciół swoją pasję realizowała wspólnie. Razem przygotowywali się do zawodów, razem dostali się do kadry narodowej, razem walczyli o medale na Mistrzostwach Świata w Chinach. W 2007 r. Piotr zdobył tam tytuł wicemistrza świata w klasie PF2, jego przyjaciel stanął na trzecim stopniu podium.

    Najlepiej czuł się tam, w górze


    Rok później w Mistrzostwach Europy w Łomży w kategorii wózków 2-osobowych startowali już razem.

    - Wtedy Piotr miał problemy sprzętowe, a moja nawigatorka była po poważnym wypadku. Wpadliśmy więc na pomysł, że skoro jesteśmy w podobnej sytuacji, to wystartujemy jako jedna załoga - uśmiecha się Jarosław Balcerzewski. - Była z tego kupa śmiechu, bo każdy z nas chciał być tym, który pociąga za sznurki, a obecność dwóch kapitanów na pokładzie jest niedopuszczalna podczas latania. Ale efekt był taki, że wywalczyliśmy srebro!

    Potem przyszły kolejne medale, zdobywane drużynowo: złoto na Mistrzostwach Świata w Czechach w 2010 r., złoto i brąz na Węgrzech. To były ostatnie zawody Piotra w kategorii wózków 2-osobowych. W tym roku przesiadł się na tzw. jedynki. Tragiczne zawody w Płocku były jego pierwszymi w tej kategorii. I to, jak twierdzi środowisko, go zgubiło. Przesiadł się na inne skrzydło, ale stare przyzwyczajenia pozostały.

    - Przyczyną 97 proc. wypadków, które zdarzają się w tej dyscyplinie sportu, jest błąd ludzki. Bardzo rzadko zawodzi sprzęt - mówi Jarosław Balcerzewski. - Oczywiście, są piloci bardziej narażeni na wypadki, bo mają zachwiany instynkt samozachowawczy, ale Piotr na pewno do nich nie należał. Był ostrożny, a do tego długo latał w tandemie, gdzie zawsze myśli się jednak o bezpieczeństwie tej drugiej osoby. Takie miał też nawyki, dlatego nikt się nie spodziewał, że podczas latania może spotkać go cos złego.

    I zaznacza, że czynnikiem ryzyka w sytuacji, kiedy uprawia się paralotniarstwo sportowe a nie turystyczne, zawsze jest pogoda. Bo lata się nie wtedy, kiedy można, ale wtedy, kiedy są zawody, czyli kiedy trzeba. Jakie były dokładne przyczyny tragedii, bada prokuratura oraz Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych.

    Fotografia - druga pasja


    Pogrzeb Piotra Krupy zaplanowany jest na 7 maja. Msza św. pogrzebowa odprawiona zostanie o godz. 13 w kościele pw. Św. Mikołaja w Rzeszowie. Wiadomo, że sportowca żegnać będzie nie tylko środowisko paralotniarzy, ale i fotografików. Fotografia to była jego druga największa pasja. Potrafił dosłownie je łączyć, bo często fotografował z lotu ptaka, a paralotnią udawał się często w samotne wyprawy np. w góry. Zostawał tam często po kilka dni, rozbijając namiot to w jednym, to w drugim miejscu.

    - Żył z fantazją, dokładnie tak, jak chciał, zawsze robił to, co kochał. Często spontanicznie do mnie dzwonił, pytając, czy jedziemy odwiedzić naszego niepełnosprawnego kolegę Maćka, który mieszka w okolicach Sudetów. Jechał po mnie z Rzeszowa do Torunia, a potem jeszcze na drugi koniec Polski. Taki właśnie był - opowiada sportowiec.

    Fotografia z biegiem czasu była dla Piotra stała się coraz ważniejsza. Jak mówią jego znajomi, do tego stopnia, że wyniki sportowe z czasem zeszły na drugi plan. Piotr Krupa był zresztą członkiem i jednym ze współzałożycieli Rzeszowskiego Stowarzyszenia Fotograficznego.

    - On był praktycznie od samego początku założenia stowarzyszenia, kiedy ja dopiero co się do niego zapisałam. Na jednym z pierwszych spotkań Piotr wpadł do nas po jakiś podniebnych wojażach i pokazywał nam swoje fotografie. Zachwyciłam się jego twórczością, wrażliwością, z jaką dostrzegał świat i ludzi - mówi Katarzyna Warańska, przyjaciółka Piotra ze stowarzyszenia. - Miał w sobie ikrę. Wiecznie z wiatrem we włosach i swoją rozwianą czupryną tryskał i zarażał energią. Kochał wolność i dzikość, a jednocześnie można było przy nim czuć spokój, łagodność i bezpieczeństwo. Piotra było wszędzie pełno, potrafił fruwać gdzieś po Polsce, aby nagle znaleźć się na wspólnych plenerach w Bieszczadach, Beskidzie, Roztoczu czy Ukrainie.

    Wrażliwy człowiek, bratnia dusza


    Dla pozostałych fotografów był nie tylko dobrym duszkiem, ale i mentorem.

    - Jego obrazy dla zwykłych ludzi były arcydziełami - opisuje Katarzyna Warańska. - My tak nie widzieliśmy świata, jak on. Jego fotografie są malarskie i plastyczne, widać w nich wrażliwość człowieka, który chłonął naturę całym sobą, a ona odkrywała przed nim wszystkie swoje walory. Dzięki niemu ja sama zaczęłam pewniej i świadomie fotografować.

    - Niewielu mam znajomych, którzy dla tego idealnego kadru potrafią wstać o północy, jechać kilkaset kilometrów, by o świcie sfotografować na przykład świeżo zaorane wiosną pola, zanim jeszcze wzejdzie na nich zielone zboże - uzupełnia Artur Wysocki, kolega Piotra ze stowarzyszenia.

    Zarówno on, jak i Katarzyna Warańska nie mogą się pogodzić ze stratą.

    - Piotr był moją bratnią duszą, z którą przegadaliśmy o wszystkim tysiące godzin - wspomina rzeszowianka. - Do tego wspólne projekty, wspólne pasje - góry, wspinaczka. Nie zapomnę jego wygłupów, tego jak potrafił sprawić, że śmiałam się aż do łez. Ta przyjaźń spadła mi chyba z nieba. To nie przypadek spowodował, że gdzieś nasze drogi się splotły na tej ziemi. Teraz pozostaje mi tylko za niego dziękować... - zamyśla się. - Piotrek pozostanie w mojej pamięci jako ktoś, kto dał mi radość życia i fotografowania, utwierdził mnie w przekonaniu, że pasje i życie w zgodzie z naturą to sens naszego życia. Mam nadzieje, że będzie nad nami czuwał z góry, latając na najpiękniejszych skrzydłach.

    Komentarze (11)

    Wszystkie komentarze (11) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo