Brzesko. Sześciu mężczyzn oskarża księdza infułata. Miał...

    Brzesko. Sześciu mężczyzn oskarża księdza infułata. Miał molestować ich seksualnie

    Maria Mazurek

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Ksiądz Zdzisław S. w latach osiemdziesiątych był wikariuszem parafii św. Jakuba w Brzesku. Według złożonych przed sądem biskupim zeznań zwabiał do swojego pokoju na plebanii nieletnich chłopców i molestował ich. Tarnowska kuria wszczęła śledztwo, ale Watykan uznał, że sprawa jest przedawniona. Poszkodowani chcą teraz złożyć pozew cywilny przeciwko księdzu.
    W Konradzie, jak mówi, po latach coś pękło. Zaczął wysyłać do byłych ministrantów z Brzeska SMS-y: „Jeśli temat księdza S. nie jest ci obcy, daj znać”. Zebrało się ich sześciu. Zeznali w kurii: jako dzieci byliśmy molestowani przez ks. infułata Zdzisława S.

    Do pokoju księdza Zdzisława, ostatniego na pierwszym piętrze plebanii, wchodziło się przez przedsionek. Drzwi zamykane na zamek łucznik, po lewej wersalka, naprzeciw - telewizor z magnetowidem.
    Magnetowid wtedy, w końcówce lat osiemdziesiątych, to było coś. To między innymi na niego ksiądz Zdzisław S., wówczas wikariusz parafii św. Jakuba w Brzesku, miał zwabiać do swojego pokoju nieletnich chłopców.

    Kilku dorosłych dziś mężczyzn oskarża księdza infułata Zdzisława S., że w latach osiemdziesiątych, kiedy byli niepełnoletnimi ministrantami lub lektorami, dopuszczał się wobec nich czynności seksualnych. To pierwsza taka sprawa w województwie małopolskim.

    Cezary:
    Pełniłem służbę liturgiczną 10 lat, od 1982 do 1992 roku. Około 1986 roku, mając 10-12 lat, „przechodziłem” z ministranta na lektora. Ksiądz Zdzisław prowadził z nami spotkania przygotowujące. Wiadomo było, że najważniejsze jest czytanie, więc ksiądz zapraszał chłopaków do swojego pokoju na plebanii na indywidualne „badania oddechu”.

    Pewnego dnia przyszła moja kolej. Wszedłem do jego pokoju. Kazał mi czytać. Powiedział, żebym podszedł do okna, gdzie jest lepsze światło. Potem położył mi rękę na brzuchu i powiedział: oddychaj. Potem rozkazał również, abym rozpiął spodnie, bo przepona nie działa mi jak należy. Zsunął mi rękę do majtek i rozchylił je.

    Odskoczyłem na bok. Powiedział, żebym się uspokoił, że nic się nie dzieje. Poprosił, żebym usiadł na wersalce i zaczął wypytywać o moją siostrę: czy miałem z nią seks albo czy się z nią całowałem. Więcej taka sytuacja się nie powtórzyła, choć ksiądz uczył mnie później w szkole religii.

    Nie powiedziałem mamie. Tata był wtedy za granicą. Dziś, z perspektywy czasu, widzę, że ksiądz był świetnym psychologiem. Przygotowywał sobie grunt, a w pierwszej kolejności wybierał chłopaków, którzy nie mieli ojców lub których ojcowie byli za granicą.

    Filip:
    Pani się nie boi pisać na takie tematy?

    Powiem szczerze, że na pani miejscu bym się zastanowił. Mnie już wszystko jedno, bo od 30 lat jestem już tym tematem zmęczony. Zrobiłem się z tego wszystkiego totalnym, naprawdę totalnym antyklerykałem.

    Moja mama była w latach osiemdziesiątych kierowniczką największego sklepu w mieście. Sklepowe półki świeciły pustkami, ale dla tych, którzy podjeżdżali od tyłu, zawsze znalazło się coś spod lady. Ksiądz był jednym z tych, którzy wchodzili do sklepu od tyłu.

    Raz, jak miałem może z 12 lat, wracałem ze szkoły z kolegą.

    Ksiądz zawołał mnie i zaprosił do swojego pokoju, żeby pokazać magnetowid. Zamknął drzwi za zamek łucznik. Poprosił, żebym usiadł mu na kolanach, po czym wsadził ręce do moich spodni. Wyrwałem mu się, otworzyłem drzwi i uciekłem.

    Nie powiedziałem wtedy mamie, bo chyba i tak by mi nie uwierzyła. Uznałaby, że niemożliwe, że ksiądz byłby w stanie zrobić takie rzeczy. Szczególnie, że przecież go znała. Zwierzyłem jej się dopiero jako dorosły mężczyzna, już po ślubie, kiedy za dużo wypiłem. Nie jest zadowolona z tego, że występujemy przeciw kapłanowi. Tata się dystansuje.

    Szymon: Pierwszy raz ktoś dotykał mnie w ten sposób. Później dostałem od księdza sweterek, za to, żebym nie mówił o tym mamie

    Szymon:
    W latach osiemdziesiątych i później, na początku dziewięćdziesiątych, byłem ministrantem, później lektorem. Mój ojciec już wtedy nie żył. Ksiądz Zdzisław zwabił mnie do plebanii na „dary”, które dostał z zagranicy. Jakieś ubrania, słodycze, takie rzeczy. Obiecał, że będę mógł sobie coś wybrać. Zamknął swój pokój na klucz i powiedział: rozbierz się, żeby przymierzyć ubrania.

    Potem poprosił, żebym usiadł mu na kolanach. Zaczął mnie głaskać - najpierw po głowie, ale później zszedł niżej, dotknął moich genitaliów. Odskoczyłem.

    Miałem wtedy 12-13 lat, nie rozumiałem, co się stało. Pierwszy raz spotkałem się z tym, żeby ktoś mnie dotykał w ten sposób - a już ksiądz! - w ogóle tego nie rozumiałem. Dostałem wtedy sweterek, za to, żebym nie mówił mamie. Nie mówiłem więc, ale to zostało w mojej głowie.

    Konrad: Ksiądz przywiózł wodę święconą z Fatimy. Kazał mi się rozebrać i przy nim obmyć nią genitalia. Mówił, że to mi pomoże

    Konrad:
    Paradoks polega na tym, że ksiądz Zdzisław - pomijając jego dewiację - był naprawdę dobrym duszpasterzem młodzieży. Jeździł z nami na wycieczki, prowadził różne ciekawe spotkania. Rozdawał chłopakom batoniki: marsy, snickersy. Widać było po nim, że ma charyzmę.

    Doskonale znał moją mamę, bo była kucharką na oazach. Często wpadał do nas na kolację, po mszy wieczornej. Lubił, jak siadywałem mu na kolanach, prosił mnie wtedy, żebym przytulił go tak, jak tuli się ojca.

    Raz zaprosił mnie do swojego pokoju, mówiąc, że przywiózł z jakiegoś zagranicznego sanktuarium - to była chyba Fatima - wodę święconą, niby uzdrawiającą. Po drodze zamknął drzwi na zamek łucznik.

    To powinno wzbudzić moją czujność, ale wtedy, jako dziecko, nie zastanawiałem się, czemu on jeden - a było tam kilku księży - zamyka drzwi do pokoju.

    Jak już je zamknął, powiedział, żebym się rozebrał, położył na wersalce i przemył sobie tą święconą wodą genitalia. Że to mi pomoże. Zapytałem, po co, mówiłem, że wezmę tę wodę i przemyję się nią w domu. Ale ksiądz odpowiedział, że muszę to zrobić teraz.

    Byłem w takim szoku, że to zrobiłem.

    Sześciu w sądzie biskupim
    Była końcówka 2014 roku, kiedy Cezary, Filip, Konrad i trzech innych mężczyzn składali w sądzie biskupim w kurii tarnowskiej, pod przysięgą, zeznania dotyczące tych zdarzeń.

    Zażądali, jak mówią, trzech rzeczy: odsunięcia księdza S. od pracy z młodzieżą, przeniesienia na mniejszą parafię (ponad 20 ostatnich lat ksiądz S. był proboszczem parafii Świętego Mikołaja w Bochni) oraz odebrania mu tytułu infułata.

    Niespełna dwa miesiące później media będą się rozpisywać, że ksiądz S. zrezygnował z prowadzenia parafii św. Mikołaja. Oficjalny powód: problemy ze zdrowiem.

    15 lutego 2015 roku odbywa się msza pożegnalna księdza S. Brakowało na niej jednak samego odchodzącego kapłana.

    Teraz ksiądz S. mieszka w Domu Księży Emerytów w Tarnowie.

    Ksiądz: to krzyż kapłański
    Dzwonię tam.

    - Proszę kontaktować się z moim pełnomocnikiem, mecenasem Jerzym Pasieką, podam namiary. Ja mogę powiedzieć w tej sprawie tylko tyle, że jest mi bardzo żal pana Konrada - mówi ksiądz S. - Według mnie ma problemy psychofizyczne albo psychiczne, przechodził już wcześniej w życiu różne załamania i wtedy zwracał się do mnie. Nie wiem, co stało mu się po 2013 roku, że zaczął mówić o mnie takie rzeczy i szukać innych, którzy będą to potwierdzać. Codziennie modlę się za niego i za tych, którzy za nim poszli.

    Ksiądz dodaje: Prawdą jest, że prowadziłem w parafii lektorów i uczyłem ich między innymi odpowiednio oddychać. Jak nie było miejsca w sali katechetycznej, to również na plebanii.

    - Zapytam wprost: Czy dotykał przy tym ksiądz ich genitaliów?
    - Nie. To są bezpodstawne oskarżenia. Przyjmuję je jako krzyż kapłański.
    - Czy księdza przenosiny mają coś wspólnego z tą sprawą?
    - Miałem raka złośliwego prostaty i przebywam na rehabilitacji po operacji.

    Dlaczego dopiero teraz
    Czemu mówicie dopiero teraz?

    Wszyscy mężczyźni zgodnie twierdzą, że ciągle słyszą to pytanie. Odpowiadają na nie tak: że ksiądz S. cieszył się takim autorytetem, że i tak nikt by im nie uwierzył. Że się bali, że wstydzili, że nie wiedzieli nawet, czy to było złe. I wreszcie, że wtedy o pedofilii w Kościele w ogóle się nie mówiło.

    Konrad: Teraz siedzę z panią i udzielam pani wywiadu, a pewnie i wielu innych dziennikarzy chciałoby mnie wysłuchać. Ale wtedy, w latach osiemdziesiątych? Do jakiego dziennikarza miałbym się zgłosić?

    Konrad potwierdza to, na co zwraca uwagę pełnomocnik księdza S. i sam kapłan: przez wiele lat, również swojego dorosłego życia, dalej utrzymywał z nim kontakt. Ksiądz Zdzisław wciąż odwiedzał jego rodziców. Ostatni raz miał być u nich, kiedy Konrad i reszta mężczyzn wnieśli sprawę do kurii.

    Dlaczego więc nagle zwrócił się przeciwko niemu?

    - Przez lata dusiłem to w sobie - mówi Konrad. - I w końcu, kiedy wyszła na jaw sprawa księdza Gila i biskupa Wesołowskiego, coś we mnie pękło. Przestałem się bać. Wysłałem do księdza SMS-a, czy nie ma nic do powiedzenia w związku z tym, co robił w przeszłości. Nie pamiętam, czy odpisał czy oddzwonił, w każdym razie stwierdził, że nie wie, o co mi chodzi. Odpowiedziałem, że niech lepiej sobie przypomni. Ale bardzo długo się nie odzywał. Jakby chciał mnie przetrzymać w czasie, w nadziei, że może jednak nic nie powiem. Zacząłem więc szukać innych chłopaków, którzy mieli z nim podobne doświadczenia. Początkowo przez portal brzesko.ws, później telefonicznie, przez znajomych. Skontaktowałem się też z fundacją „Nie lękajcie się”. Jej szef, Marek Lisiński, był pokrzywdzony przez księdza diecezji płockiej. Bardzo nam pomógł.

    Cezary: Konrad wysłał mi SMS-a. Jakoś sprytnie to ujął, w stylu: „Piszę w związku z doniesieniami medialnymi. Jeśli temat księdza S. nie jest ci obcy, daj znać”. Poczułem się zdemaskowany. Nie sądziłem, że temat dotyczy również innych.

    Filip: Kiedy siostra powiedziała mi, że Konrad chce się ze mną skontaktować, w zasadzie od początku domyślałem się, o co mu chodzi. Uprzedziłem go, zanim cokolwiek powiedział.

    List do prymasa
    10 czerwca Konrad napisał w imieniu swoim i innych mężczyzn do nowo wybranego prymasa Polski, Wojciecha Polaka, o ich doświadczeniach. Pod koniec lipca otrzymał odpowiedź z jego sekretariatu, że ta sprawa nie leży w kompetencji prymasa Polaka, że trzeba zwrócić się do biskupa tarnowskiego, Andrzeja Jeża.

    Kuria tarnowska wszczęła wewnętrzne śledztwo w tej sprawie.

    Przed sędzią sądu biskupiego, pod przysięgą, zeznawali: Konrad, Cezary, Filip oraz trzech kolejnych mężczyzn, którzy nie zdecydowali się rozmawiać z prasą. Szymon zdecydował się opowiedzieć mi o swoich doświadczeniach, ale, jak mówi, sprawa jest dla niego zamknięta. Twierdzi, że wybaczył księdzu.

    Filip: Pokrzywdzonych jest więcej. Sam wiem jeszcze o co najmniej kilku osobach. Ale nie chcą zeznawać. Boją się, bo wciąż mieszkają w tej samej miejscowości albo nie chcą, bo wciąż utrzymują kontakt z księdzem; on na przykład udzielał im ślubu, kumpluje się z ich rodzinami. Dla mnie ich postawa to typowy syndrom sztokholmski.

    Franciszek i przedawnienie
    Z kurii tarnowskiej sprawa została skierowana do Watykanu, do Kongregacji Nauki Wiary. Odpowiedź: z punktu widzenia prawa kanonicznego jest przedawniona.

    Konrad: Jak to przedawniona? Papież Franciszek wielokrotnie mówił, że w sprawach pedofilii w Kościele nie obowiązuje przedawnienie.

    Rzecznik tarnowskiej kurii, ksiądz Ryszard Nowak, tłumaczy to w długim e-mailu tak:

    - W przypadku popełnienia czynów przeciwko 6. przykazaniu Dekalogu z osobą niepełnoletnią poniżej 18. roku życia, w Kościele katolickim obowiązują obecnie zasady zawarte w dokumencie „Normae de gravioribus delictis” zmodyfikowanym decyzją papieża Benedykta XVI. Modyfikacja dokonana przez papieża Benedykta dotyczy m.in. kwestii przedawnienia takich przypadków. Otóż papież Benedykt wydłużył okres, w jakim następuje przedawnienie z 10 do 20 lat. W dokumencie czytamy: „Skarga karna odnośnie do przestępstw osądzanych tylko przez Kongregację Nauki Wiary wygasa na skutek przedawnienia po upływie dwudziestu lat”. Przedawnienie zaczyna się liczyć od dnia, w którym nieletni skończył osiemnaście lat, a zatem w praktyce oznacza to osiągnięcie 38 lat. Papież Franciszek mówi o braku przedawnienia takich spraw, co jest także uzależnione od konkretnej sprawy. Są to ustne wypowiedzi Ojca Świętego Franciszka, które oczywiście przekładają się na sposób prowadzenia takich spraw, nie ma jednak nowego dokumentu prawnego, a zatem ciągle obowiązują normy zatwierdzone przez papieża Benedykta XVI.

    Rzecznik kurii twierdzi jednak, że mimo tego każdy przypadek dotyczący wykorzystywania nieletnich przez duchownego, zgłoszony do biskupa diecezjalnego, jest szczegółowo badany.

    - Procedury postępowania są tutaj bardzo klarowne. Biskup powziąwszy jakąkolwiek informację na ten temat jest zobligowany do podjęcia konkretnych działań: m. in. do zawieszenia oskarżonego duchownego w pełnieniu wszelkich funkcji - wyjaśnia.

    - W przypadku księdza S. rezygnacja z urzędu proboszcza w Bochni ze względu na stan zdrowia nałożyła się ze zgłoszeniem oskarżeń przeciw niemu. Biskup podjął wszelkie kroki wymagane procedurą prawną. Ksiądz S. nie pełni obecnie żadnych funkcji - mówi rzecznik kurii.

    Godności infułata, jak tłumaczy ks. Nowak, pozbawić może jedynie papież, który to odznaczenie nadaje. A procedura jego odebrania jest długa i skomplikowana.

    Trafić do papieża i prokuratora
    Mężczyźni twierdzą, że chcą, by ich historię poznał papież Franciszek. Szukali dojść, kontaktowali się z różnymi osobami. Ale twierdzą, że cały czas odbijają się od ściany.

    Ich adwokat, Jarosław Głuchowski, podkreśla, że w kurii trudno się czegokolwiek dowiedzieć.

    - Odpowiadają tak ogólnikowo, że nie wiadomo nawet, czy postępowanie w tej sprawie dalej się toczy. Odmówiono im dostępu do akt sprawy prowadzonej w kurii. Mamy XXI wiek, jesteśmy w cywilizowanej Europie, wszędzie istnieją odpowiednie standardy, tylko nie w Kościele - mówi.

    Mężczyźni złożyli też zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa do Prokuratury Rejonowej w Brzesku, zostali przesłuchani. Prokuratura odmówiła zajęcia się sprawą, argumentując, że sprawa uległa przedawnieniu.

    Mecenas Głuchowski napisał też pismo, w którym żąda od księdza, parafii i kurii tarnowskiej od 100 tys. do 250 tys. złotych zadośćuczynienia dla każdego z mężczyzn.

    Mecenas Jerzy Pasieka, pełnomocnik księdza, parafii i kurii w jednym:

    - Odmówiliśmy, ponieważ mój klient, ksiądz S., stanowczo zaprzecza, że dopuszczał się wobec tych mężczyzn czynów zabronionych. Zdziwiliśmy się tym pismem. Po pierwsze dlatego, że zawiera pomówienia, a po drugie - mężczyźni wcześniej, na etapie sądu biskupiego, utrzymywali, że nie chcą żadnych pieniędzy. To z ich strony duża niekonsekwencja.

    Adwokat pokrzywdzonych mężczyzn: - Z tego, co wiem, mężczyźni początkowo, przed sądem biskupim, faktycznie nie składali roszczeń finansowych. Wynikało to przede wszystkim z faktu, że mieli inne oczekiwania, które nie zostały spełnione.

    Adwokat księdza ostrzega
    Teraz mężczyźni noszą się z zamiarem pozwania księdza na drodze cywilnej. Adwokat księdza ostrzega natomiast, że jeśli ich oskarżenia przedostaną się do przestrzeni publicznej, będzie oznaczało to naruszenie dóbr osobistych jego klienta. I z ich strony również sprawa może skończyć się w sądzie.

    Konrad: Jak ksiądz wytoczy nam proces, to będziemy w sądzie opowiadać o tym, co nam się przydarzyło. Tyle miesięcy kuria nas ignoruje, sprawę zamiata się pod dywan, nikt nas nie traktuje poważnie. Nam chodzi o to, żeby dosięgła go sprawiedliwość.

    Filip: Żeby już żaden ksiądz-zbok nie myślał, że może robić coś takiego, a potem śmiać się w twarz. Wie pani, ja dopiero niedawno uzmysłowiłem sobie, że to wydarzenie skrzywiło mnie na całe lata. Na przykład ani córki ani syna nie chciałem przewijać, gdy byli niemowlakami. O kąpaniu nie mówiąc. Za to jedno i drugie wypytuję, niemal obsesyjnie, czy jakiś ksiądz nie podchodzi do nich zbyt blisko, czy nie łapie, nie mówi niczego dziwnego?

    Słowo księdza
    Ksiądz S.: Jest Rok Miłosierdzia, więc ja im te pomówienia wybaczam.

    Papież Franciszek w Watykanie, na spotkaniu Międzynarodowego Katolickiego Biura ds. Dzieci, powiedział: Czuję się wezwany do wzięcia odpowiedzialności oraz do tego, by poprosić o przebaczenie za całe zło, które wyrządzili niektórzy księża, za seksualne wykorzystywanie dzieci.

    Trąd w domu Także my mamy ten trąd w domu - mówił o pedofilii papież Franciszek w rozmowie z gazetą „La Repubblica”. Dodał, że wie od współpracowników, iż w Kościele zjawisko to dotyczy 2 procent duchownych. - Te dane powinny mnie uspokajać, ale w ogóle mnie to nie uspokaja. Dwa procent to księża, a nawet biskupi i kardynałowie. A inni, jeszcze liczniejsi, wiedzą, ale milczą...

    * Imiona mężczyzn z Brzeska zostały zmienione


    ***



    Sprostowanie księdza Zdzisława Sadko do artykułu „Owieczki księdza infułata. Co się zdarzyło pod dachem plebanii?" opublikowanego w Gazecie Krakowskiej w dniu 11.03.2016 r.

    1. Nieprawdziwe są informacje przekazywane przez Cezarego i Filipa, że dopuściłem się wobec nich jakichkolwiek czynności seksualnych, w tym dotykania genitaliów czy wypytywania o stosunki seksualne z siostrą.
    2. Nieprawdziwa jest informacja o zdarzeniu przekazanym przez Szymona. Nigdy nie „zwabiałem” nikogo do pokoju, nie zamykałem pokoju na klucz będąc z nieletnimi, nie dopuszczałem się zachowań nieakceptowanych, ani nie dawałem nikomu prezentów w zamian za milczenie.
    3. Nieprawdziwa jest informacja przekazana przez Konrada dotycząca wody święconej. Nie prosiłem nigdy żadnego nieletniego by w mojej obecności się rozbierał czy obmywał sobie genitalia wodą święconą.

    Ksiądz Zdzisław Sadko

    Komentarze (26)

    Wszystkie komentarze (26) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo