Z dziecięcego programu telewizji do mediów, show-biznesu i...

Z dziecięcego programu telewizji do mediów, show-biznesu i polityki

Anita Czupryn

Polska

Aktualizacja:

Polska

Z dziecięcego programu telewizji do mediów, show-biznesu i polityki

©teleshow.wp.pl

Był kuźnią młodych talentów, trampoliną do ich przyszłych zawodowych karier. Mówiło się, że to telewizyjny ewenement na skalę światową. "Zaraz się zacznie, zaraz się zacznie" #- pamiętacie? Co robią dziś dzieci z programu "5-10-15"?
Z dziecięcego programu telewizji do mediów, show-biznesu i polityki

©teleshow.wp.pl

Kultowe już stało się nagranie, które krąży w internecie, a w którym przyodziany w sweterek kilkunastoletni Piotr Kraśko, dziś znany dziennikarz i prezenter telewizyjny oraz poważny szef "Wiadomości" TVP, lekko się zacinając, wyjaśnia zawiłości związane z datą urodzin Fryderyka Chopina. A robi to oczywiście w programie "5-10-15".
Jego rodzice - Barbara Pietkiewicz i Tadeusz Kraśko - pracowali w TVP, stąd też mówi się, że to oni pomogli dziecku w stawianiu pierwszych krokach w telewizji. Sam Piotr Kraśko jednak wielokrotnie podkreślał, że sam był kowalem swojego losu.
Barbara Nowacka, córka Izabeli Jarugi--Nowackiej, dziś współprzewodnicząca Twojego Ruchu i gorące nazwisko lewicy (typowana nawet na premiera), wspomina w rozmowie z "Polską", że kiedy pierwszy raz przyszła do programu - opowiadała o rodzinnych świętach i Wigilii.
Marcin Tyszka, obecnie światowej sławy fotograf mody, pisał do TVP listy, że on również chce brać udział w tym programie. Jego determinacja zaimponowała wszystkim - i dopiął swego.
To tylko niektóre z dzisiejszych gwiazd, ale przez "5-10-15" przewinęło się wiele osób, dziś królujących w mediach, show-#-biznesie, polityce czy na ekranie. Dość wymienić Justynę Pochanke, Karolinę Szostak, Krzysztofa Ibisza, Marię Niklińską, Marcina Chochlewa, Małgorzatę Halber czy Piotra i Sandrę Walterów. Bo też w gruncie rzeczy wszystko zaczęło się od małych Walterów. Oficjalna wersja jest taka, że to ich mama, Bożena Walter, prezenterka i dziennikarka, współprowadząca i współautorka legendarnego "Studia 2" dostała propozycję, aby stworzyć program adresowany do dzieci i młodzieży. Wersja nieoficjalna zakłada, że ta myśl powstała w głowie przyszłej prezeski zarządu Fundacji TVN i jej męża - Mariusza Waltera, późniejszego założyciela stacji TVN, kiedy spoglądali na bawiące się na podwórku dzieci - własne i ich kolegów. Widok był tak inspirujący, że podwórko przeniesiono do telewizji - dzieciaki znalazły się w programie, który miały współtworzyć: na luzie, mówiąc własnym językiem o własnych problemach. Sandra Walter miała wtedy 9 lat, a jej brat Piotr 15.
Oczywiście nie do końca tak było, że dzieciaki same prowadziły program, bo od dorosłych dostawały gotowe scenariusze.
Program podzielony na trzy części czy też bloki - dla przedszkolaków, dzieci szkolnych i młodzieży licealnej, powstawał w zamierzchłych czasach stanu wojennego, w 1982 r., ale premierowy odcinek wyemitowano 18 grudnia 1983 r. Przez lata ewoluował, ale miał też stałe cykle, jak "Czarodziejska lampa", "Nutki z gwiazdą", "Szkolna lista przebojów", "Tacy jak Bruce Lee", "Co on robił jak miał lat 5, 10, 15", konkurs wiedzy "Omnibus" i "Szortpress" - wiadomości i krótkie reportaże ze szkół, prowadzone na wzór "Teleexpressu". Była nauka języka angielskiego na tekstach znanych przebojów, no i kreskówki, które wtedy nazywały się filmami animowanymi.
Głosem programu, który dyskutował z młodymi, był znany z Trójki dziennikarz muzyczny Wojciech Mann.
Przez lata mówiło się, że łatwy start w mediach gwarantowali dzieciom dobrze ustosunkowani rodzice - większość pracujących w TVP albo powiązanych z telewizją układami rodzinnymi czy towarzyskimi. I kiedy patrzy się na nazwiska, wniosek wydawać by się mógł słuszny. Nierzadko na internetowych forach można znaleźć i takie wypowiedzi: "Ja pamiętam »5-10-15« jako program do promocji dzieci ludzi pracujących w telewizji i w mediach. Oczywiście wszyscy uczestnicy byli wyłaniani na drodze konkursu:) Może kilka osób tak funkcjonowało, ale niedobrze się robiło, gdy się to oglądało. Moi koledzy i koleżanki mieli podobne odczucia. Szczytem wszystkiego było pokazywanie, jak te dzieciaki dostają prezenty i jedzą jakieś wymyślne potrawy. Przypominam, że były to bardzo ciężkie i siermiężne czasy. Możecie powiedzieć, że zazdroszczę i sam chciałbym być wtedy na miejscu tych dzieciaków. Proszę jednak nie mylić krytyki dzisiejszego parcia na szkło z pokazywaniem w trudnych czasach, jak żyją bananowe dzieci. To było po prostu wredne i bez wyczucia proporcji".
Nieżyjąca już dziś legenda telewizji Tadeusz Broś w wywiadzie rzece, którego udzielił przed swoją śmiercią (w książce "Tadeusz Broś. Sorry Batory, czyli przypadki Pana Teleranka", autorzy: Anita Czupryn, Paweł Brzozowski), przyznawał, że w programie "5-10-15" zdarzało się faworyzowanie dzieci ludzi telewizji, no ale i "Terelanek" wypromował tych, którzy potem zrobili kariery w telewizji: jak Kinga Rusin czy Katarzyna Skrzynecka.
Barbara Nowacka pamięta, że sporo dzieci rodzice przyprowadzali po to, żeby się sprawdziły. I nie byli to tylko rodzice telewizyjni. A te dzieci, które się sprawdziły - po prostu zostawały. Często na długie lata. Nowacka w telewizji spędziła cały swój okres dorastania - prawie osiem lat.
No i nikt nie zaprzeczy, że ten program to było coś, co się wtedy po prostu oglądało. - Co prawda wielkiej oferty wtedy w telewizji nie było. Miałam wtedy chyba 10 lat, program emitowano w sobotnie popołudnia. Wielu z nas marzyło, aby być jednym z tych dzieciaków z "5-10-15". Odbieraliśmy to, co działo się na ekranie, jak powiew wolności, beztroski, fajnego świata dzieciaków, które bawią się w studio telewizyjne. Rozmawiają przed kamerami, opowiadają ciekawe historie - wspomina Barbara Nowacka w rozmowie z "Polską".
Jej marzenie się spełniło, i to nie dzięki ustosunkowanym rodzicom, ale przez przypadek czy jak to mówią, łut szczęścia. - Któregoś razu do mojej podstawówki, która mieściła się w tej samej dzielnicy co siedziba TVP, przyszła pani z telewizji i powiedziała, że szuka dwoje dzieci do programu "Czarodziejska lampa". Zgłosiła się do mojej polonistki, a ona wskazała mnie i kolegę Aleksa. Wcale nie byłam najlepszą uczennicą, ale miałam płynność wypowiadania się. A o taką dwójkę dzieci poprosiła pani z telewizji. Nie poszliśmy więc do telewizji jako prymusi ze świadectwem z czerwonym paskiem, ale jako te dzieci, które się dobrze wypowiedzą, są sprawne werbalnie.
Barbara Nowacka miała wtedy 12 lat. Dostała zadanie - opowiedzieć o pięknym dniu w życiu. Opowiedziała o świętach Bożego Narodzenia, które spędza z rodziną. Pamięta, że pilnowała się, aby nie patrzeć w kamerę. Należała wtedy do klubu filmowego i zapamiętała, że aktor w kamerę patrzeć nie może.
- Patrzyłam więc w sufit, nie rozumiejąc czym się różni telewizja od filmu. Ale widać, wypadłam nieźle, bo gdy wychodziliśmy, to usłyszeliśmy, że będzie nabór nowych dzieci. To był chyba pierwszy casting do programu. Poproszono nas, abyśmy też przyszli, no to się zgłosiłam. Przeszłam przez casting, dzieci były różne, młodsze i starsze i grupa licealistów. A wśród nich zobaczyłam wtedy Justynę Pochanke - wspomina Barbara Nowacka. Sama Pochankę ze śmiechem wspominając swój udział w programie, mówiła: - Już wtedy miałam skrzywienie zawodowe, bo prowadziłam program informacyjny, czyli "Szortpress".
- Kilkoro z nas trafiło wtedy do "Szortpressu" - potwierdza Barbara Nowacka. - Prowadziliśmy go co dwa tygodnie. Otrzymywaliśmy scenariusz, ale czasem, jak chcieliśmy coś powiedzieć własnego, to mówiliśmy. "Szortpress" był tą częścią programu przeznaczonego dla 15-latków. Przedstawiał ważne wiadomości ze szkół. Zapowiadaliśmy krótkie serwisy, informacje ze szkół, ciekawostki, dane statystyczne, typu, ile dzieci się uczy, reportaż ze szkoły, np. że dzieci zbijają karmiki i dokarmiają ptaki. Niekiedy ktoś z kamerą jechał do jakiejś szkoły i filmował ciekawą wypowiedź - opowiada Barbara Nowacka.
To wtedy poznała ówczesnego kuratora oświaty, który spotykał się z zespołem programu, a którym był dzisiejszy wiceprezydent Warszawy, Włodzimierz Paszyński. - Teraz spotykam się z nim zawodowo - śmieje się Barbara Nowacka.
Ona szybko została dostrzeżona jako młoda osobowość telewizyjna i przeniesiona do głównej części stałych prowadzących. - Może nie z taką regularnością jak Karolina Poznakowska (córka Ryszarda Poznakowskiego z zespołu Trubadurzy - red.), która była w każdym odcinku, ja chyba byłam co dwa tygodnie. Ale tu już była większa dowolność - czasem mówiliśmy coś od siebie, wymyślaliśmy żarty, nasze wygłupy były nagrywane. No i do programu przychodzili ciekawi ludzie i uczyli nas ciekawych rzeczy. Jak była lekcja tańca, to my też się uczyliśmy tańczyć - opowiada Barbara Nowacka.
Dzieci za swoją pracę w telewizji, bo, choć traktowali to jako zabawę, gdyż wszyscy byli naturszczykami, to jednak była praca - każdą sobotę miały zajętą - dostawały drobne pieniądze. - Nie były to wielkie kontrakty dla gwiazd, ot, starczało na ulgowy bilet miesięczny - przypomina Barbara Nowacka. Ze dwa razy jeden z reżyserów zrobił z dziećmi ćwiczenia wymowy. I nikt z nich gwiazdą się wtedy nie czuł, nie mieli też świadomości, że inne dzieciaki mogą im zazdrościć. - Dopiero po latach uświadomiliśmy sobie, na ile byliśmy istotni. Dla wielu byliśmy punktem odniesienia - dodaje Barbara Nowacka.
Maria Niklińska, aktorka i córka byłej prezenterki TVP Jolanty Fajkowskiej, w wywiadach mówiła podobnie: - Byłam bardzo normalnym, zapracowanym dzieckiem, nie przewróciło mi się w głowie. Chociaż na pewno miło było dostać kilkadziesiąt walentynek w dniu zakochanych.
Ale też nie zdawała sobie sprawy, jaka była skala odbioru tego programu. Dorastając, młodzi ludzie coraz bardziej zaprzyjaźniali się ze sobą. Zdarzało im się wspólnie wyjść albo posiedzieć razem już po programie. Spędzali w telewizji całą sobotę. - Lubiliśmy się. Kolegowałam się wtedy z Marcinem Tyszką. Do programu trafił później niż my, ale wiedzieliśmy, że był bardzo zdeterminowany. Sam się zgłosił do telewizji, wcześniej pisał listy - przypomina Nowacka.
Dziś sławny fotograf mody i gwiazda programów TVN i TVN Style opowiada w wywiadach, że program przyniósł mu popularność. Był wręcz rozchwytywany.
- Dostawałem bardzo dużo różnych zleceń. Chyba byłem pierwszym nastolatkiem, który występował we wszystkich możliwych reklamach - opowiadał.
Pierwsze zdjęcia, które zrobił Marcin Tyszka i sprzedał do gazety telewizyjnej, zrobił właśnie Barbarze Nowackiej. - Pamiętam tę chałupniczą sesję, z mąką ziemniaczaną jego mamy na mojej twarzy zamiast pudru. Tamte zdjęcia były dobre, ale widzę, jak się rozwinął - z uśmiechem mówi Barbara Nowacka. I dodaje: - Regularnie w mieście spotykałam się z Marysią Niklińską i rozmawiałyśmy o polityce, spotykałam się też z Karoliną Szostak.
Karolina trafiła do programu podobnie jak Barbara Nowacka - pani z telewizji zwróciła na nią uwagę, gdy była z kamerą w jej szkole i zaprosiła do studia. Bystra Karolina wypadła przed kamerą fenomenalnie.
Z kolei, jak mówi Barbara Nowacka, Karolinie Poznakowskiej można się było zwierzyć, zawsze wysłuchała, zwykle też miała coś mądrego do powiedzenia.
Przyszła polityczna działaczka w tamtych czasach kumplowała się też z Małgorzatą Halber (dziennikarka muzyczna związana przez całe lata z Vivą). Ojciec Małgorzaty Halber był dziennikarzem muzycznym i dyskdżokejem. Przez 25 lat grał imprezy w Stodole. Ona sama wielokrotnie w wywiadach wspominała, że męczyła ją rozpoznawalność, bo czuła się outsiderką. W programie "5-10-15" była specjalistką od Beatlesów. Po odejściu z telewizji pracowała w Rozgłośni Harcerskiej, potem był Polsat i program muzyczny "Halo - gramy" u boku Kuby Wojewódzkiego, potem znów powrót do TVP - współprowadziła festiwal w Opolu. Jednocześnie studiowała filozofię. A potem - zresztą całkiem niedawno - napisała książkę - na poły fikcję, a na poły autobiografię - o zmaganiu się z alkoholizmem. Publicznie przyznała, że jest alkoholiczką.
Barbara Nowacka opowiada, że polubiła też Sybillę Berwid, która, choć młodsza o parę lat, była niezwykle dojrzała, jak na swój wiek. - Kiedy my się wygłupialiśmy, Sybilla czytała wiersze - wspomina. Tylko Piotra Kraśki wtedy nie zdążyła poznać.
- Ale spotkaliśmy fascynujących ludzi, polskie gwiazdy kina, teatru. Do dziś pamiętam, jak przyjechał Bill Hanna ze studia filmów animowanych Hanna-Barbera i mogliśmy porozmawiać z kimś, kto stworzył połowę kultowych kreskówek. To było coś, co się zapamiętuje. Uczyliśmy się rozmawiać ze starszymi autorytetami, bez leku, po partnersku. I to później w życiu procentuje, mamy odwagę się odezwać, bronić swoich racji - podkreśla prowadząca "Szortpress".
A potem ich drogi się rozeszły. No, może nie do końca, bo ciągle się przecinają w Warszawie, niemniej jednak, gdy się spotykają, rzadko wspominają swoje uczestnictwo w "5-10-15". Część została w telewizji, jak Kraśko, Pochanke czy Karolina Szostak, która została prezenterką sportową w Polsacie. Część poszła do show-biznesu, inni wybrali zupełnie inne życie.
Krzysztof Ibisz do programu dostał się dzięki spotkaniu z Bożeną Walter. W jednym z wywiadów mówił: - Bożenę Walter poznałem na kursie angielskiego i któregoś dnia wspomniałem jej, że bardzo chciałbym pracować w telewizji. "To coś wymyśl", powiedziała. No i wymyśliłem. Felietony w "5-10-15" i quizy do "Klubu Yuppie" nadawanego w TVP 2. A potem zastąpiłem Wojciecha Manna w roli "Głosu". To było dla mnie wielkie wyróżnienie - opowiadał "Dziennikowi".
Ibisz też, choć dziś być może mało kto już o tym pamięta, ma za sobą polityczny epizod - był posłem z ramienia Polskiej Partii Przyjaciół Piwa, z którą się rozstał, następnie wstąpił do klubu poselskiego Krajowej Partii Emerytów i Rencistów. - Strasznie się z tego śmialiśmy. Z niewiadomych przyczyn tam wstąpił, ale zabawnie wyglądał z wizytówkami tej partii. No ale to uroczy człowiek - komentuje Barbara Nowacka.
- Z Sybillą spotkałam się na Kongresie Kobiet, widziałam się z nią też kilka dni temu, ma program w telewizji poświęcony zwierzętom, jest psią behawiorystką. No i jesteśmy na Facebooku - dodaje.
Dziś Sybilla Berwid-Wójtowicz jest doktorem nauk weterynaryjnych, po SGGW, prowadziła zajęcia dla studentów zootechniki, weterynarii, biologii czy biotechnologii, skończyła też podyplomowy kierunek poradnictwo dietetyczne. Pisze artykuły o żywieniu i pielęgnacji zwierząt, uczestniczy w programach telewizyjnych, ale jako ekspert, a nie telewizyjna gwiazda.
Z życia medialnego i show-biznesu wycofała się też Karolina Poznakowska - jest architektką. - Spotkałam się z nią na zakupach. Karolina Poznakowska ma takie szczęście w oczach, że widzę, że jest osobą spełnioną, choć poza życiem publicznym. Marysia Niklińska jest aktorką, ale jak się spotykałyśmy na mieście, rozmawiałyśmy o polityce. Tomka Gieysztora, który też był z nami w programie, widuję regularnie, bo mamy dzieci w tym samym przedszkolu - dopowiada Nowacka. Ona sama wybrała socjologię, potem informatykę. Nie chciała wiązać się z telewizją.
- Nie czuję się dobrze jako odtwórca - pomysł bycia prezenterem nie był mi bliski. Wiedziałam, to fajna zabawa, przygoda, zamknięty rozdział i superumiejętności. Kiedy wchodzę do studia telewizyjnego, kamery nie są dla mnie barierą ani blokadą. Umiem szybko nawiązać kontakt z ludźmi, nauczyłam się przełamywać swoją nieśmiałość - wylicza Barbara Nowacka. No, a że równolegle w jej domu polityka zawsze była obecna, Barbara jeździła z mamą, biorąc udział w kampaniach, to też wstąpiła do młodzieżówki i została polityczną działaczką.
- Oczywiście doświadczenia z telewizji pomagają w polityce. Obycie z mediami, to, jak usiąść, jak złapać światło na twarz. To, że przeprowadziło się mnóstwo wywiadów, więc już nie ma stresu w rozmowach z ludźmi czy dziennikarzami. Dyskutowanie z politykami też nie robi wrażenia - mówi.
Kiedy w 2007 r. zrezygnowano z nadawania programu, nawet tego nie zauważyła. - Byłam już dorosła. Rozumiałam - inne czasy, potrzeby - kwituje Barbara Nowacka. Śmieje się, że część z nich porobiła wielkie kariery. Tylko Wojciech Mann, który w programie użyczał swojego głosu, niezmiennie występuje w Trójce.

Komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy na nowiny24.pl

Wideo