Mój przyjaciel Prezydent - przemyślanin wspomina Ryszarda...

    Mój przyjaciel Prezydent - przemyślanin wspomina Ryszarda Kaczorowskiego

    Andrzej Plęs

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Ryszard Kaczorowski i Andrzej Winiarski. Fotografię wykonał oficer BOR Artur Francuz. Obok prezydent Kaczorowski wg wizji Winiarskiego

    Ryszard Kaczorowski i Andrzej Winiarski. Fotografię wykonał oficer BOR Artur Francuz. Obok prezydent Kaczorowski wg wizji Winiarskiego ©Archiwum

    Mieli wspólne pasje. Połączyły ich miłość do historii i heraldyka.
    Ryszard Kaczorowski i Andrzej Winiarski. Fotografię wykonał oficer BOR Artur Francuz. Obok prezydent Kaczorowski wg wizji Winiarskiego

    Ryszard Kaczorowski i Andrzej Winiarski. Fotografię wykonał oficer BOR Artur Francuz. Obok prezydent Kaczorowski wg wizji Winiarskiego ©Archiwum

    Przemyślanin Andrzej Winiarski był młodym podoficerem pożarnictwa w Warszawie, kiedy w lutym 1979 roku przyszło mu uprzątać gruzowisko stołecznej rotundy. Wie, jak wyglądają ciała ofiar katastrofy, obrazy szczątków ludzkich widzi w pamięci do dziś.

    Z tym większym bólem wspomina śmierć Ryszarda Kaczorowskiego, prezydenta RP na uchodźctwie, z którym łączyło go coś więcej niż znajomość. Choć przecież nieco przypadkowo nawiązana.

    - Byłem wtedy w Rymanowie Zdroju, w sanatorium, kiedy pod budynek sanatoryjny zajechała kawalkada rządowych limuzyn na sygnałach - tak Andrzej Winiarski z Przemyśla wspomina tamten letni dzień 2006 roku.

    - Prezydenta Kaczorowskiego zakwaterowano w budynku, w którym i ja mieszkałem. Spotykaliśmy się na wspólnych posiłkach, w końcu zebrałem się na odwagę i poprosiłem o rozmowę.

    Nie było to takie proste, bo prezydentowi wszędzie towarzyszył oficer Biura Ochrony Rządu.
    - Szedłem korytarzem budynku uzdrowiskowego, miałem przy sobie pierwsze wydanie mojej książki "Herby szlachty Rzeczypospolitej - wspomina. - Zapytałem oficera BOR, czy mógłbym przez chwilę porozmawiać z panem prezydentem. Bez problemów mnie przepuścił.

    Kaczorowskiego chronił wtedy oficer BOR Artur Francuz. On również zginął w katastrofie pod Smoleńskiem i również jego śmierć Andrzej Winiarski odczuł bardzo osobiście. Bo przecież wtedy, w 2006 roku w Rymanowie, spotykali się dość często.

    To był Człowiek - Pomnik

    I kiedy prezydent Kaczorowski zaprosił Winiarskiego do swojego pokoju, ten nie mógł uwierzyć.

    - Dławiło mnie z emocji, serce miałem w gardle - opowiada. - Przecież to legenda, a kiedy usiedliśmy w jego pokoju, to okazało się, że rozmawiam z ciepłym, serdecznym człowiekiem. Właściwie to on mówił, bardzo spokojnie i delikatnie, a ja tylko słuchałem, bo słowa nie mogłem z siebie wydusić.

    To pierwsze spotkanie dla Winiarskiego było spotkaniem z Historią. Każde następne coraz bardziej z Człowiekiem.

    - Zapraszał mnie na posiłki do swojego stolika, spacerowaliśmy po parku i rozmawialiśmy - wspomina ze wzruszeniem. - Opowiadał o sobie, o tym, że urodził się w Białymstoku, o aresztowaniu przez NKWD, o uwięzieniu, wyroku śmierci i ułaskawieniu, o swoim wyjeździe do Wielkiej Brytanii, pracy na rzecz Wolnej Polski i swojej prezydenturze. Mnóstwo wiedział o historii, o heraldyce.

    Z tamtych dni w Rymanowie zostało trochę wspólnych fotografii, część z nich wykonał prezydencki ochroniarz Artur Francuz. A Winiarski wspomina, że nie zawsze zdarzyło mu się pozować do zdjęcia z prezydentem w garniturze, czasem oficer Francuz "łapał" ich aparatem, kiedy Winiarski był w dresie sportowym.

    - A prezydent zawsze zachowywał klasę, w garniturze, pozował z dostojeństwem i elegancją.
    I na tym rymanowskim kontakcie się nie skończyło.

    Prezydent listy pisze

    Połączyła ich miłość do historii i heraldyki. I kiedy Winiarski skarżył się w liście do prezydenta, że z trudem idzie mu pisanie "Herbów Rzeczpospolitej", Kaczorowski odpisał:

    "Są to rzeczy ważne i potrzebne, wydawnictwo będzie cennym dopełnieniem mojego księgozbioru". I cieszył się, że już trwają przygotowania wydawnictwa niemieckiego do wydania "Herbarza szlachty Rzeczypospolitej".

    - Wspomniał w liście, że moja praca będzie tym cenniejsza, że przecież w Powstaniu Warszawskim zaginął jedyny egzemplarz "Herbarza Polskiego" Adama Bonieckiego - mówi Winiarski. - Prezydent zapewniał mnie, że wszelka praca na rzecz utrwalania historii narodu zawsze znajdowała się w centrum zainteresowania emigracji niepodległościowej. I przytaczał wspomnienia z naszego wspólnego pobytu w Rymanowie.

    List z 25 października 2006 roku nie był ostatnim. Ten i inne Winiarski traktuje teraz, jak relikwie. I dedykacje od prezydenta i przysłaną mu przez niego płytę z koncertem.

    Boli, że zginęli dwaj ludzie, z którymi łączy go tyle wspaniałych wspomnień. I nie dziwi, że akurat ciała obu prezydentów zostały na miejscu katastrofy zidentyfikowane najszybciej.

    - Oficerowie BOR, więc i "mój" Artur Francuz, mają obowiązek być przy osobach chronionych do końca - tłumaczy. - Mają osłaniać ich swoim ciałem, bez względu na okoliczności.

    But nie był pusty

    Boi się myśleć, co rosyjscy ratownicy zastali na miejscu katastrofy. Boi się, bo wciąż z pamięci wydobywają się jego wspomnienia z 1979 roku i warszawskiej Rotundy. Eksplozja, doszczętnie zniszczony budynek, 49 ofiar śmiertelnych i ponad setka rannych. Był tam, widział, pamięta.

    - Wszedłem w ruiny, przede mną leżał damski kozak, bałem się przez niego przejść - wspomina. - Podniosłem i wydał mi się nienaturalnie ciężki. Potem zobaczyłem dlaczego: w środku wciąż była damska noga.

    Nie tak chce pamiętać wszystkich, którzy w sobotę lecieli Tu-154M, ale chce pamiętać, że tego lutowego dnia w Warszawie, kiedy przejeżdżał tramwajem obok zniszczonej rotundy, w środku zatłoczonego pojazdu panowała absolutna cisza. A motorniczy zwolnił, jakby chciał, by zgromadzeni w środku warszawiacy mogli oddać hołd poległym.

    - W obliczu tak strasznych narodowych tragedii jednak potrafimy zachować się z godnością - znów wychodzi z niego dusza pasjonata historii narodowej.

    Ale nie tak chce pamiętać tych, którzy zginęli 10 kwietnia. Na dnie serca kołaczą się wyrzuty sumienia, że przecież obiecał prezydentowi Kaczorowskiemu wysłać egzemplarz swojej najnowszej publikacji.
    - Nie zdążyłem, ale skoro obiecałem, to i tak wyślę...

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo