Jesteś tu: Strona główna Reportaże Artykuł

Po rozwodzie 7 lat, a oni wciąż pod jednym dachem. Kiedy to piekło się skończy?

Dodano: 24 marca 2013, 19:30 Autor:

Wyrokiem sądu pani Krystyna ma być eksmitowana. Ku jej radości. O ile miasto znajdzie lokal. Wspólne mieszkanie z byłym mężem jest jak pole bitwy.

Lokale socjalne w miastach

Przemyśl: miasto przydziela rocznie 10 – 12 lokali socjalnych, dysponuje 195 mieszkaniami. Na koniec października ub. roku lista oczekujących na lokal socjalny z w wyroku eksmisyjnego liczyła 135 wniosków. Większość z wnioskodawców motywuje prośby złym stanem zdrowia, złym stanem dotychczas zajmowanego lokalu lub chorobą osób sądownie eksmitowanych. Na przydział "socjalnego” czeka się 3 – 5 lat.

Rzeszów: miasto ma 300 mieszkań socjalnych i 3000 komunalnych. Wszystkie są zasiedlone. Czas oczekiwania na przydział: 5 - 7 lat. Na rozpatrzenie wniosków przez komisję mieszkaniową czeka 450 rodzin. I dodatkowe 200 rodzin czekających na przydział z wyroków eksmisyjnych.

Krosno: miasto dysponuje 508 mieszkaniami komunalnymi i 155 – socjalnymi. Na przydział lokalu czeka 471 osób, z czego 83 przedłożyło sądowe wyroki eksmisyjne.

- Chyba zacznę chlać wódę, może wtedy pomogę swojej byłej żonie i sobie. Pijaków jakoś inaczej traktują - mówi z rozpaczą Włodzimierz Biegarczyk.

Jego była żona Krystyna nałykała się tabletek, żeby przerwać gehennę, wylądowała w psychiatryku w Żurawicy.

Nie pierwszy raz, ale pierwszy z powodu próby samobójczej. Wcześniej już dwa razy nałykala się tabletek, ale po raz pierwszy była tak blisko tego, co chciała osiągnąć.

Wkrótce potem Włodzimierz ściągał ją z torów. Uznała, że skoro nie pomogły tabletki, to może PKP rozwiąże jej problemy. Przed domowymi problemami
Włodzimierz uciekał "w miasto”, po kilka dni nocował w piwnicach budynków, którymi zawiaduje, jako gospodarz.

Po kilku dniach wracał do ich wspólnego mieszkania z duszą na ramieniu. I po kolejną serię awantur, jakie serwowali sobie z Krystyną.

Ona - od zawsze nie najlepszego zdrowia - załamała się kompletnie po śmierci dziecka. Od kilkunastu lat pod stałą opieką psychiatryczną, na lekach, które niewiele pomagają.

I na rencie, która wystarcza na leki i na niewiele więcej. Raz nadpobudliwa i pełna pretensji, po chwili depresyjna i płaczliwa.

On - niespotykanie spokojny człowiek, ale wystarczy, że przekroczy progi tego mieszkania na peryferiach Przemyśla, a atmosfera i jemu się udziela.

I jest jeszcze Sebastian, adoptowany syn po zmarłym bracie Krystyny. Też pod opieką psychiatryczną, bo w takich warunkach i atmosferze każdy popadłby w obłęd.

Rękoczynów nie ma, ale wrzaski sąsiedzi w bloku słyszą raz po raz. Alkoholu też nie ma, ale awantury, jak na melinie.

Wystarczy posiedzieć tu godzinę, żeby przekonać się, że wszystko, każdy drobiazg, może być powodem sporu.

Razem nie mogą żyć, przed siedmiu laty wzięli rozwód, od dwóch lat dysponują sądowym wyrokiem eksmisyjnym, który mówi, że - na wniosek Władysława - Krystyna ma się wyprowadzić.

Pod warunkiem, że Miasto Przemyśl zapewni jej lokal socjalny. Z niewielu rzeczy przez ostatnie lata Krystyna cieszyła się tak bardzo, jak z tego wyroku.

Sama namówiła byłego męża to napisania tego wniosku eksmisyjnego. Wyrok zapadł. Zupełnie pusty, bo papier jest, a mieszkania nie ma. I nie wiadomo, kiedy będzie.

Czekanie na cud

Nie mieli złudzeń, że prosto z sali sądowej, po wyroku eksmisyjnym, Krystyna pobiegnie do nowego miejsca zamieszkania, przydzielonego jej przez miasto.

Czekali w umiarkowanym spokoju, bo z nadzieją. Nawet awantury wytraciły swoją codzienną moc, bo oboje przekonani byli, że lada chwila każde z byłych małżonków będzie miało swój kąt.

Nadzieja z czasem zaczęła gasnąć, wróciła rozpacz wspólnej egzystencji, a z nią - podniesione głosy, brzydnie słowa, wzajemne pretensje o wszystko.

Do Sebastiana znajomi nie przychodzili, bo każda chwila w tym mieszkaniu mogła być chwilą zapalną.

Czasem zabierał znajomych do piwnicy bloku, w którym mieszkają, ale stamtąd przeganiali ich sąsiedzi. Sebastian znajomych powoli tracił, bo po osiedlu poniosło, że ma "pop…nych starych”.

- To nie jego wina, ale on jest kolejną ofiarą - tłumaczy Włodzimierz. - Zacząłem pisać do urzędu miasta prośby o przyspieszenia naszej sprawy, potem do rady miasta, do prezydentów, chodziłem na dni przyjęć petenta w urzędzie. Przez ostatnie miesiące już nikt tam nie chce ze mną rozmawiać. A jak się boję, że pewnego razu wrócę z pracy i w mieszkaniu zastanę martwą byłą żonę.

Zaczął szukać wolnych lokali socjalnych na własną rękę. Znajdował, jest gospodarzem domów kilku miejskich budynków.

Zgłaszał Wydziałowi Gospodarki Lokalowej Urzędu Miasta, innym komórkom urzędu też. Za każdym razem okazywało się, że mieszkanie, pokój, byle norka już jest zajęta, zaklepana dla kogoś innego.

- Eksmitowanym pijakom dają, ci lokal demolują, przerabiają na melinę, wybijają okna, dewastują armaturę i wtedy przenoszeni są do innych mieszkań zastępczych - skarży się Włodzimierz. - Powinienem zacząć chlać, może szybciej osiągnąłbym cel.

Na wszystkie pisma do urzędu mniej więcej ta sama odpowiedź: że "wniosek o przydział mieszkania został zarejestrowany i oczekuje na realizację.

Z chwilą pozyskania przez Gminę odpowiedniego lokalu socjalnego zostanie złożona oferta najmu, o czym poinformuję odrębnym pismem”.

Oni urzędowi walą raz po raz pełnymi błagalnej rozpaczy listami, urząd odpowiada cytatami z paragrafów.

- Gdyby tak raz przyszli, posiedzieli tu ze trzy godziny, pogadali z sąsiadami, wiedzieliby, jak jest - mówi smutno Krystyna.

Zdechnę, bo nie wytrzymam

Ona na ogół siedzi w domu, bo na zewnątrz boi się ludzkich reakcji. Owszem, leczy się psychiatrycznie, ale to nie powód, żeby ją sobie na ulicy wytykali palcami.

Toteż nieczęsto wychodzi ze strachu przed takimi sytuacjami. Siedzi w domu i wariuje coraz bardziej, bo tu wszyscy o wszystko na siebie wrzeszczą.

Też bywała w urzędzie miasta z prośbą o ratunek, ją też już w urzędzie traktują, jak zwariowanego i mocno uciążliwego pacjenta. Przeraża ją myśl, że resztę życia musiałaby spędzić w tym mieszkanku z tymi ludźmi.

Ma swój kąt, ma swój pokój, Włodzimierz z Sebastianem mieszkają w drugim, można się odciąć od reszty drzwiami, ale jest kuchnia, jest łazienka, jest przedpokój, są miejsca wspólne.

A każde z nich - jak pole bitwy. I słyszy Krystyna, jak Włodek z Sebastianem ryczą na siebie za ścianą i nie wytrzymuje.

Ryczą, bo Sebastian chce chwilę dłużej posiedzieć przy komputerze, przy telewizorze, tyle mu zostało, bo znajomych już nie ma. Włodek o czwartej wstaje do roboty, chce spać.

Normalnie - można by się dogadać, ale tu już się nie da gadać, tu się krzyczy. Krystyna słyszy te wrzaski zza cienkiej ściany, zatykanie uszu nie pomaga, więc też w niej wzbiera i myśli, by znów nałykać się tabletek.

- Spróbuję jeszcze raz, może tym razem się uda, bo takie życie jest trudniejsze do zniesienia, niż śmierć - tłumaczy.

Włodek przerażony jest, że rzeczywiście spróbuje. O świcie wychodzi do roboty z lękiem, że to może być ten dzień, kiedy wróci i...

Pewnego razu wrócił i sąsiedzi zaalarmowali go, że Krystyna siedzi na torach i krzyczy w niebogłosy, że chce umrzeć, bo życie jest koszmarem Ściągnął ją z torów. Co ona zrobi jutro?

Mogłaby spróbować, jak przed laty inny przemyślanin. Też z bardzo podobnym problemem rozwodowo-lokalowym.

Przykuł się pod przemyskim ratuszem do drzewa i w proteście przeciwko urzędniczej bezduszności i opieszałości - próbował się podpalić. Jemu też pewnie latami pisano, że "pana wniosek został zarejestrowany i czeka na realizację”.

- Mogłabym zrobić to samo, ale wtedy na pewno wyląduję w Żurawicy i w pasach - tłumaczy Krystyna. - I kto się przejmie takim protestem? Powiedzą, że wariatka, to się podpaliła. A jak mnie wypuszczą z Żurawicy, to i tak będę musiała wrócić do tego mieszkania, bo nie mam dokąd iść.

A z nią w przemyskim urzędzie miejskim to już w ogóle rozmawiać nie chcą. Bo co sobie gwałtownie wyrażanymi pretensjami wariatki głowę zawracać.

- Usłyszałam w sekretariacie, że prezydenci nie przyjmują w sprawach lokali socjalnych - opowiada Krystyna.

Nie da się i już

Ona z tego mieszkania próbuje uciec w śmierć. On czasem ucieka, żeby nie stracić resztek równowagi psychicznej. Na ogół do piwnic.

"Wspólnota mieszkaniowa Nieruchomości przy ul. Monte Cassino w Przemyślu zaświadcza, że Pan Włodzimierz Bednarczyk, zatrudniony w tut.

Wspólnocie zwrócił się z prośbą do Zarządu Wspólnoty o możliwość skorzystania z piwnicy naszego bloku celem okresowego zamieszkania.

Od 2008 roku często korzysta z udzielonej mu zgody, pomieszkiwując i nocując w piwnicy”. Chociaż ma łóżko w swoim mieszkaniu.

Każdy jego następny list do władz miasta nasączony był większą dawką rozpaczy. Odpowiedź zwykle ta sama: nie ma, trzeba czekać.

"Wyjaśniam, że na wykazie mieszkań na lata 2010 – 2012 oczekują w kategorii jednoosobowej 44 osoby: bezdomne, dzieci z rodzin dziecka i rodzin zastępczych, a ponadto 167 rodzin z wyroków eksmisyjnych. Jak zaznaczyłem na wstępie, Pana trudna sytuacja rodzinna i mieszkaniowa zostanie wzięta pod uwagę z chwilą zwolnienia się lokalu socjalnego” - odpisał Grzegorz Hayder, wiceprezydent Przemyśla.

- Prosiłam byłego męża, żeby mi wystawił walizki za drzwi, wtedy będę bezdomna, może się uda - opowiada Krystyna.

Włodzimierz z powątpiewaniem pokręci głową. Może żoną dla niego już nie jest, ale jakoś wciąż jest za nią odpowiedzialny. A ona nie chce pałaców. Pokoik jakikolwiek, gdziekolwiek, byle z dala od tych dwóch.

Chciała wynająć, policzyli się, wyszło, że jej renta i jego 1000 zł pensji i nie da rady. Psychiatrycznie leczonej, po kilku próbach samobójczych nikt pod dach nie weźmie. Ze strachu. Pozostało czekać na zmiłowanie władz.

- Wniosek pana Biegarczyka dwukrotnie był rozpatrywany przez komisje mieszkaniową i - niestety - dwukrotnie został negatywnie zaopiniowany - precyzuje Witold Wołczyk, rzecznik władz miasta. I dodaje, że za każdym takim wnioskiem stoją ludzie dramaty.

Wiosna idzie. Włodzimierz jeszcze parę razy może pomieszkać po piwnicach. Co zrobi Krystyna? Światełka w tunelu nie widać.

Czytaj więcej o:
  • lokal socjalny
  • małżeństwo
  • mieszkanie
  • Przemyśl
  • rozwód
Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
alarm24 Kliknij i wyślij nam swojego newsa!
Najpopularniejsze
Brak ankiety.

Kontakt z reklamą »

Kontakt z redakcją »

Kontakt z marketingiem »

Kontakt z dystrybucją »

Kontakt z AR24 »

Zadzwoń 0 800 669 469

Napisz maila:

Jesteśmy też na:

Serwisy społecznościowe

nowiny24 są częścią grupy Media Regionalne

Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie zastrzegają, iż rozpowszechnianie jakichkolwiek artykułów i materiałów zamieszczonych w portalu www.nowiny24.pl jest dozwolone wyłącznie z zachowaniem warunków korzystania z treści. Jakiekolwiek użycie treści wykraczające poza ww. warunki jest zabronione bez pisemnej zgody Mediów Regionalnych i nabycia licencji. Sprawdź, w jaki sposób możesz uzyskać licencję na wykorzystanie treści.

Naruszenie tych zasad jest łamaniem prawa i grozi odpowiedzialnością karną.

Polityka dotycząca plików cookie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie. 2001-2014.