dodano: 27 lipca 2010, 8:14
tagi:Jarosławpracaprotestwojskozwiązki zawodowezwolnienia
Jest rozkaz. 500 osób z Wojskowego Zakładu Remontowo-Budowlanego pójdzie na bruk
Roman Kijanka
Wypowiedzenia będą wręczane od sierpnia. Wojskowy Zakład Remontowo-Budowlanym w Jarosławiu do końca listopada ma przestać istnieć. Dziś załoga zaczyna protest.
– Czy kogoś na górze interesuje się, kto przyjmie pracownika po 50. Za co utrzymamy nasze rodziny - pytają Leszek Szkoła (od lewej) i Józef Włoch, pracujący w WZRB w Jarosławiu ponad 20 lat.
(Fot. Roman Kijanka)
- Do kogo pójdę po pomoc, kto zatrudni 54-letniego budowlańca, jak dla młodych nie ma roboty – pyta Józef Włoch pracujący w WZRB w Jarosławiu od 20 lat.
– Z moich zarobków żyje pięć osób. W sierpniu mam dostać wypowiedzenie – żali się Leszek Szkoła. W podobnej sytuacji jest cała 500-osobowa załoga jarosławskich zakładów.
Wojskowe do likwidacji
Wypowiedzenia będą wręczane już w przyszłym tygodniu. Tak wynika z rozkazu nr 53 Szefa Rejonowego Zarządu Infrastruktury w Lublinie, któremu podlega WZRB w Jarosławiu, jako tzw. gospodarstwo pomocnicze w strukturach wojska.
Problemy z WZRB pojawiły się przy zmianie przepisów o finansach publicznych. Zakłady traktowane jako gospodarstwa pomocnicze można było przekształcić albo zlikwidować.
– Widmo likwidacji pojawiło się przed wszystkimi czterema zakładami remontowo-budowlanymi działającymi w kraju. Podobne, podlegające Radzie Ministrów, są przekształcane. Jedne mogą zostać, a inne nie? – zastanawia się Marian Zając, przewodniczący zarządu zakładowego NSZZ Pracowników Wojska.
Jest praca, ale likwidują
Choć za kilka dni rozpoczyna się likwidacja zakładu, mimo to zatrudniani są nowi pracownicy.
– Musimy przyjmować, by wykonać zlecenia. Wcześniej wchodziliśmy z usługami na cywilny rynek. Teraz mamy wystarczająco zamówień wojskowych – wyjaśnia Grzegorz Partyka, społeczny inspektor pracy w WZRB.
– Sami się utrzymujemy. Odprowadzamy zyski. Dajemy pracę ponad 500 osobom. Nie chcemy pomocy, bo potrafimy sami na siebie zarobić. Niech nam tylko nie przeszkadzają – dodaje związkowiec Wiesław Momot.
– Zamknięcie zakładu to potężne koszty - chociażby na zasiłki dla bezrobotnych i odprawy, no i brak zysków, które od nas do budżetu państwa trafiały. Jeśli zostaniemy to zyskują wszyscy – podkreśla Zając.
9 tysięcy ludzi czeka na pracę
W WZRB pracują mieszkańcy powiatu jarosławskiego.
- Obecnie nasz rynek nie jest w stanie dać zatrudnienia już oczekującym bezrobotnym, a co dopiero kilkuset nowym – ocenia Tadeusz Chrzan, starosta jarosławski.
Tylko nieliczni mogą liczyć na jakiekolwiek zatrudnienie.
- Gdy dojdzie do likwidacji to te osoby pojawią się u nas. Muszę przyznać, że będziemy mieć spory kłopot, by udzielić im jakiejkolwiek pomocy – przyznaje Teresa Walerianowicz, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Jarosławiu.
Szukali pomocy wszędzie
Za utrzymaniem WZRB są lokalni posłowie, samorządy, pozytywnie wypowiada się wojewoda. Pracownicy uzyskali nawet poparcie arcybiskupa Józefa Michalika. Minister Obrony Narodowej też nie chce rezygnować z zakładu świadczącego usługi wojsku. Jednak opinia ministerstwa finansów jest negatywna.
– Stwierdzili, że takie usługi mogą świadczyć firmy cywilne – mówi Zając.
– Minister Finansów jest tylko organem opiniodawczym w tej sprawie. Nie wydaje decyzji. Zgody udziela Rada Ministrów, a ta sprawa nie była przedmiotem jej obrad – odpowiada Hanna Majszczyk, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów.
Pracownicy są gotowi walczyć o zakład i miejsca pracy. Dziś rozpoczynają protest. Na razie oflagują zakład, a nad bramą wjazdową powieszą transparent informujący o ich żądaniach. Jeśli rozmowy, które ciągle prowadzą, nie przyniosą efektu, są gotowi zaostrzyć protest.
– Jeśli będzie trzeba zablokujemy międzynarodową drogę w kierunku Korczowej. To ostatnia możliwość, ale nie cofniemy się przed niczym – mówią związkowcy.
Przeczytaj więcej
