Jesteś tu: Strona główna Reportaże Artykuł

Żeby nie obudzić się w trumnie

Dodano: 30 października 2009, 9:15 Autor:

Kraków opanowała moda na pochówki z telefonem komórkowym w trumnie. Przedstawiciele operatorów telefonii przekonują, że to nie ma sensu, bo sygnał nie przedostanie się przez warstwę ziemi.

Ale strach przed obudzeniem się w grobie jest silniejszy niż rozsądek.

To była obsesja amerykańskiego poety i pisarza Alana Edgara Poe, wyzierająca z jego twórczości. Ten koszmar prześladował i prześladuje wielu ludzi. Dla niektórych stał się on rzeczywistością. Nikt nie wie, ilu ludzi pogrzebano za życia.

Niekiedy podczas ekshumacji, po otwarciu trumny i zdarza się ujrzeć widok makabryczny: powykręcane zwłoki, otwarte w krzyku przerażenia usta, zdrapane wieko trumny, podarty całun, wbite pod paznokciami drzazgi z wieka trumny… To wszystko daje wyobrażenie o rozgrywających dwa metry pod ziemią tragediach.

Śmierć zastała ich w grobie

Za martwego uznano Mikołaja Gigola, który ostatnie tchnienie oddał w mrocznej, trumiennej samotności pod ziemią. Śmierć w grobie zastała też filozofa Jana Dunsa, zwanego Scotusem. Makabryczną pomyłkę odkryto zaledwie kilka dni po pogrzebie. Konwulsyjnie powykręcane ciało, poodgryzane palce świadczyły o straszliwej agonii w grobie.

W 1886 roku na jednym z włoskich cmentarzy grabarze usłyszeli dziwne, przytłumione odgłosy, dochodzące ze świeżo usypanej mogiły. Ofiara pozornej śmierci nie doczekała się jednak ratunku. Zanim uzyskano zgodę policji i miejscowego księdza na odkopanie mogiły, żywcem pogrzebany na dobre wyzionął ducha

Wyrwani z koszmaru

Szczęście w nieszczęściu mieli słynny skrzypek Nicollo Paganini i hrabia d'Ornano oraz dwórka Henryka Brodatego Katarzyna, którzy wybudzili się z letargu, zanim trafili do trumien. Martwy przez dobę był także Francesko Petrarka. Ożył na cztery godziny przed pochówkiem. Obudziła go raptowna zmiana temperatury w pomieszczeniu, w którym leżał.

W 1965 roku głośno było o Giannim Flasco, młodym chłopcu z Palermo. Na krótko przed zamknięciem trumny, gdy jedna z krewnych młodego zbliżyła się do katafalku by poprawić kwiaty, "nieboszczyk” płaczem zasygnalizował powrót do świata żywych.

W 1969 roku w Liverpoolu znaleziono ciało młodej kobiety. Przybyły na miejsce patolog stwierdził zgon. Kiedy już w kostnicy przygotowywano ciało do sekcji, ktoś zauważył, że drgnęła powieka denatki. Mieszkańcy Wrocławia do dziś opowiadają historię, jak to zmieniający żarówki w prosektorium elektryk wyskoczył oknem, bo ze stołu zaczęła wstawać starsza pani.

Z obawy przed powrotem

Lęk przed obudzeniem się w grobie skłaniał ludzi do szukania sposobów uniknięcia losu "żywego trupa”. Elżbieta Orleańska nakazała w swoim testamencie z 1696 roku: "Niech mnie wprzódy przed pochówkiem dwa razy zatną brzytwa w stopy”, a angielski powieściopisarz Wilkie Collins przed udaniem się na nocny spoczynek zostawiał przy łóżku długą listę zaleceń i środków ostrożności, jakie miano zastosować w przypadku jego śmierci. Hans Christian Andersen podobny spis nosił zawsze przy sobie.

Ten sam strach sprawił, że w 1895 roku Rosjanin Kajetan hrabia Karnice-Karnicki wymyślił urządzenie, dzięki któremu ofiara pozornej śmierci mogła zasygnalizować z wnętrza groby, że żyje. Była to rurka biegnąca z trumny do pojemnika na zewnątrz grobu. Pudełka nie można było otworzyć z zewnątrz, ale otwierało się w razie najdelikatniejszego nawet poruszenia lokatora grobu.

Rurka gwarantowała dopływ świeżego powietrza. Równocześnie z owego pojemnika wysuwała się chorągiewka, a mały dzwoneczek i zapalone światełko sygnalizowały wołanie o pomoc.

Rosjanin opatentował swój wynalazek na krotko po makabrycznym pochówku, którego sam był świadkiem - kiedy na trumnę młodej dziewczyny zaczęły spadać grudy ziemi, z wnętrza dobyły się przeraźliwe krzyki.

Niegdyś władze Monachium nakazały, by w kostnicach miejskich do ciał zmarłych przymocowywać cały zestaw sznurów. W razie najmniejszego nawet poruszenia wprawiały one w ruch zainstalowany w stróżówce dzwonek.

XXI wiek ma swoje sposoby: mieszkańców Krakowa opanowała moda na pochówek z telefonem komórkowym. Tak na wszelki wypadek. Właściciele zakładów pogrzebowych na Podkarpaciu zapewniają, że do nas ta moda jeszcze nie dotarła.

W krajach, gdzie powszechnie stosowana jest kremacja, strach przed śmiercią pozorną nie jest tak silny. Zgon w temperaturze 720 st. C jest błyskawiczny i nieodwracalny. Ale w naszym "trumiennym” kręgu kulturowym mamy czego się bać.

Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
alarm24 Kliknij i wyślij nam swojego newsa!
Brak ankiety.

Kontakt z reklamą »

Kontakt z redakcją »

Kontakt z marketingiem »

Kontakt z dystrybucją »

Kontakt z AR24 »

Zadzwoń 0 800 669 469

Napisz maila:

Jesteśmy też na:

Serwisy społecznościowe

nowiny24 są częścią grupy Media Regionalne

Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie zastrzegają, iż rozpowszechnianie jakichkolwiek artykułów i materiałów zamieszczonych w portalu www.nowiny24.pl jest dozwolone wyłącznie z zachowaniem warunków korzystania z treści. Jakiekolwiek użycie treści wykraczające poza ww. warunki jest zabronione bez pisemnej zgody Mediów Regionalnych i nabycia licencji. Sprawdź, w jaki sposób możesz uzyskać licencję na wykorzystanie treści.

Naruszenie tych zasad jest łamaniem prawa i grozi odpowiedzialnością karną.

Polityka dotycząca plików cookie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie. 2001-2014.