dodano: 16 maja 2009, 16:22
tagi:ekologiaekopodatekmotoryzacjapodatekrząd
Ekopodatek może doprowadzić do upadku branży samochodów używanych
Andrzej Plęs
Nawet 3 tysiące złotych rocznie podatku może płacić właściciel kilkunastoletniego auta - wynika z projektu Ministerstwa Finansów. Co to oznacza? Że roczna opłata przewyższy wartość starego grata.
Jan Pleśniak, współwłaściciel autokomuisu Quatro w Zaczerniu: - Ekopodatek oczywiście będzie miał wpływ na ceny używanych samochodów. Należy się spodziewać, że spadną, skoro spadnie popyt. A to może postawić pod znakiem zapytania opłacalność handlu używanymi samochodami.
(FOT. ARCHIWUM)
Taki coroczny ekopodatek ma zastąpić jednorazową akcyzę na samochody. Projekt który przygotowuje Ministerstwo Finansów, mówi, że ekopodatek obejmie wszystkie samochody osobowe - stare i nowe - o wadze do 3,5 t. Jego wysokość byłaby uzależniona od emisji CO2 lub od pojemności silnika, o ile pojazd nie ma wskaźnika pomiaru CO2.
Z wcześniejszych symulacji ministerialnych wynikało, że np. 15-letni wóz byłby obciążony roczną opłatą ekologiczną w wysokości nawet 3 tys. zł. Właściciele pojazdów starszych niż 9-letnie, zapłacą około 500 zł rocznie. Zyskają ci, którzy wyjadą z salonu nowym wozem. Najbardziej właściciele tych małych, oszczędnych - fiatów panda, toyot yaris, kia picanto czy nissanów micra. Dla nich roczny podatek nie przekroczy - zdaniem MF - 100 zł.
Ministerstwo nie ukrywa, że to przejaw troski o stan środowiska naturalnego, ale także sposób na ograniczenie napływu używanych aut z Zachodu. Bo powoli stajemy się złomowiskiem Europy. Redukcja staroci za pomocą instrumentów podatkowych ma też poprawić stan bezpieczeństwa na naszych drogach.
Przeciwnicy pomysłu są zdania, że przede wszystkim ma on wymusić na konsumentach zakup nowych aut. I że stoi za nim lobby producentów i dilerów samochodowych.
Jak jest w Europie
Eliminacja starych pojazdów z dróg przez system premii i podatków to tendencja w niemal całej Europie, choć różnie realizowana w poszczególnych krajach. Pomysł zastąpienia akcyzy ekopodatkiem forsuje Komisja Europejska. Takie rozwiązania wprowadziły już Niemcy i Francja, a od kilku miesięcy stosują je Czesi i Rumuni.
W sumie 16 państw europejskich uzależnia wysokość opłat za samochód od wysokości emitowanych przez niego spalin. Podatek ekologiczny stosują Węgrzy. W Belgii jest to opłata "kombinowana”, zależna od pojemności silnika i wieku pojazdu.
W Szwecji, Wielkiej Brytanii i Słowacji podatek od samochodu w ogóle nie istnieje.
W 13 krajach wprowadzono premie za złomowanie starego pojazdu. Niemcy płacą 2,5 tys. euro każdemu, który zdecyduje się zezłomować stare auto. Wnioski o premie złożyło już ponad milion Niemców i szacuje się, że do końca roku niemiecki budżet kosztować to będzie ok. 5 mld euro. Francja i Włochy dopłacają swoim obywatelom po 1 tys. euro za wymianę co najmniej 10-letniego pojazdu na nowy.
Słowacja na tych samych warunkach oferuje 1-1,5 tys. euro, Rumunia za rezygnację ze starszego niż 12-letni i zakup nowego pojazdu dopłaca 900 euro.
A jak się ma do tego polski projekt? Nie przewiduje on żadnej dopłaty do zakupu nowego auta, a jedynie system zniechęcania do posiadania starego.
Pomysłodawcy projektu uparcie wyliczają jego plusy. A więc uzależnienie wysokości podatku od emisji spalin i od pojemności silnika ma skłonić kierowców do zakupu oszczędniejszych i ekologicznych pojazdów. Tym samym zyska środowisko naturalne. Nowe auta prawdopodobnie nieco potanieją, bo nie będzie akcyzy wliczanej do ceny auta. Przez to staną się bardziej dostępne, wzrośnie ich sprzedaż, więc i produkcja. Z dróg zaczną powoli znikać starocie, bo ich roczne utrzymanie stanie się znacznie droższe.
Przeciętne auto ma 10 lat
Radosna wizja odnowienia polskiego taboru samochodowego za pośrednictwem nowego podatku to koszmar dla ponad połowy polskich kierowców. Przeciętny użytkownik naszych dróg jeździ samochodem dziesięcioletnim. W większości przypadków nie będzie go stać na opłatę wygórowanego rocznego ekopodatku. Będzie więc zmuszony do rezygnacji ze swoich czterech kółek.
Ale nie będzie to łatwe wyrzeczenie. Tak jak "maluch” spopularyzował nam motoryzację w latach 70., tak import starych aut sprawił, że samochód przestał być luksusem i miernikiem zamożności. W rekordowym 2008 roku sprowadzono do Polski ponad 1,1 mln. używanych aut. W tym samym czasie na polskie drogi wyjechało zaledwie 320 tys. nowych. Spory udział w tych 320 tys. mają klienci instytucjonalni, bo przeciętny Kowalski o przeciętnych zarobkach wciąż woli kilkuletniego volkswagena z giełdy, albo kilkunastoletnie audi z prywatnego importu. I to w jego kieszeń uderzy ekopodatek.
Kilkunastoletnimi samochodami jeździ większość taksówkarzy. Andrzej Szpunar, prezes Zarządu Zrzeszenia Transportu Prywatnego w Rzeszowie mówi, że już teraz słyszy od nich bardzo krytyczne opinie o tym pomyśle.
- Przecież samochód porządnej marki, nawet jeśli ma 10 lat, jest mniej awaryjny i bezpieczniejszy niż byle jaki, choć nowy - tłumaczy Szpunar.
Upadnie branża aut używanych
Ekopodatek uruchomi cały system naczyń połączonych. Kowalski zastanowi się trzy razy, zanim zdecyduje się kupić obciążony wysokim podatkiem ekologicznym używany wóz. Jeśli się nie zdecyduje, straci na tym potężna rzesza prywatnych importerów używanych aut, bo spadnie popyt. Niektórzy twierdzą, że wręcz się załamie. "Laweciarze” szacują, że dają pracę ok. 200 tys. ludziom w Polsce.
To dwa razy więcej niż zatrudnia nasz przemysł samochodowy. Stracą właściciele (więc i pracownicy) warsztatów samochodowych, doprowadzających starocie do stanu używalności. Stracą producenci i dystrybutorzy części zamiennych. Straci ogromna część sektora usług motoryzacyjnych.
Zyskają producenci i dilerzy nowych.
W tym podatku nie ma logiki
Pomysł ekopodatku próbowano wprowadzić już w 2006 roku i wycofano się po protestach społecznych. Obecne założenia mówią, póki co, o samochodach do 3,5 tony. Trudno jednak uwierzyć, by troska ministerstwa o ekologię i stan taboru na naszych drogach nie obejmowała także pojazdów transportowych. A wtedy w tarapatach będzie np. transport osobowy.
Czesław Piela, prezes PKS Rzeszów, mówi wprost, że w tym podatku nie ma logiki.
- Bo z projektu wynika, że za ekologiczne auta uznaje się tylko te nowe. System podwyższania wszelkich płat dla użytkowników dróg to chyba sposób pokrywania kryzysu - podkreśla prezes.
To nie wszystkie złe informacje. Nowy autopodatek może objąć nie tylko tych, którzy kupią samochód po jego wprowadzeniu. Stary lub nowy. Zagrożeni czują się również ci, którzy już jeżdżą kilku - kilkunastolatkami. Wprawdzie prawo nie działa wstecz, ale Ministerstwo Finansów szuka sposobu, by także ich obciążyć opłatą ekologiczną.
Szczegóły projektu ustawy nie są znane. 7 maja minister wycofał go do ponownej analizy w komisji międzyresortowej. Ale już same założenia wywołują zgrozę. Kierowcy czekają na konkrety. Jedno jest pewne - jeśli założenia się potwierdzą, będą wielkie protesty.
Przeczytaj więcej
- Odliczanie VAT-u od paliwa zostaje bez zmian (22-10-2009)
- Komisja Europejska: Polska nie może odmawiać rejestracji aut z kierownicą po prawej stronie (17-10-2009)
- Konkurs ekologiczny zakończony. Wygrało Gimnazjum nr 1 w Jaśle (3-06-2009)
- Giełda samochodowa (24.05.2009). Cennik, oferty, zdjęcia (25-05-2009)
- PIT 2008. Skorzystałeś z ulgi na dziecko? Fiskus cię sprawdzi (24-05-2009)
- Trwa giełda samochodowa w Rzeszowie. Kierowcom podobają się kabriolety (17-05-2009)
- Na co zwracać uwagę przy podpisywaniu umowy z firmą ubezpieczeniową? (11-03-2009)
- Opłaca się teraz kupić nowy samochód (22-10-2008)

