Adopcja w domu dziecka w Rzeszowie. 5-letnia Ola wreszcie ma mamę i tatę!
Dodano: 14 kwietnia 2009, 7:30 Autor: Ewa Kurzyńska
Dziewczynka czule ściska dłonie mamy i taty. Tak radosnej Oli, którą znamy od prawie trzech lat, nie widzieliśmy jeszcze nigdy. (fot. Fot. Krzysztof Łokaj)
Chłopiec porzucony w Rzeszowie. Znajdą się ludzie, którzy stworzą mu kochający dom
Matka porzuciła 3-dniowego Stasia w Okienku Życia w Rzeszowie
Matka 15-miesięcznej Madzi: nie rozumiem dlaczego sąd odebrał mi dziecko
W powiecie mieleckim ludzie biorą dzieci do rodzin zastępczych, żeby mieć pieniądze?
Zakończono przyjmowanie prac na charytatywną aukcję dla rzeszowskiego hospicjum
W rzeszowskim domu dla Dzieci i Młodzieży "Mieszko” Ola spędziła niemal całe swoje życie. Trafiła tu prosto ze szpitala, w którym tuż po urodzeniu porzuciła ją matka. Jedyne, co dziewczynka od niej dostała, to piękne imiona - Aleksandra Kaja.
- Od kilku lat szukaliśmy rodzinnego domu dla Oli. Choć sytuacja prawna dziewczynki była uregulowana, nikt nie chciał jej adoptować. Nawet małżeństwa zza granicy - mówi Urszula Polanowska, dyrektor domu przy ul. Nizinnej w Rzeszowie.
Małżeństwo z Rzeszowa pokochało Olę
Rodziny, które początkowo były zainteresowane adopcją rezygnowały, gdy dowiadywały się, jak ciężko Ola jest chora. Dziewczyna przyszła na świat z licznymi wadami, w tym serca. Wymaga ciągłego leczenia i rehabilitacji.
- Nigdy nie traciłam wiary, że znajdą się ludzie, którzy pokochają naszą Olę i stworzą jej dom. Przecież to takie radosne i dobre dziecko. Po latach poszukiwań w końcu się udało! - cieszy się Urszula Polanowska.
W Wielki Piątek po Olę przyjechali jej nowi rodzice. Ewa i Marcin, małżeństwo z Rzeszowa, decyzję o zaopiekowaniu się Olą podjęli tuż przed Bożym Narodzeniem. Z dopełnianiem wszystkich formalności udało się zdążyć tuż przed Wielkanocą.
- Olę znamy od dwóch lat. Wtedy to, jako wolontariusze, zaczęliśmy razem z przyjaciółmi pomagać w zorganizowaniu sobotnich spacerów dla dzieci - wspomina świeżo upieczony tata Oli. - W którymś momencie zrozumieliśmy, że Oleńka to dziecko, które ma nikłe szanse na życie w rodzinie. Jesteśmy osobami głęboko wierzącymi i uznaliśmy, że do opieki nad Olą powołał nas Pan Bóg.
Zyskała rodziców i trójkę rodzeństwa
Ewa i Marcin to ciepli, sympatyczni ludzie. Mają trójkę własnych dzieci. Decyzję o przyjęciu Oli do rodziny podjęli razem ze swoimi pociechami. W nowym domu na Olę czeka przytulny pokój, który będzie dzieliła razem z młodszym, 3-letnim bratem.
- Chcemy ofiarować Oli naszą miłość i poczucie bezpieczeństwa. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by była szczęśliwa - uśmiecha się ciepło Ewa, do której tuli się jej córeczka, Ola.





