dodano: 5 paždziernika 2007, 7:00
Lekarze nas opuścili
Aneta Dyka-Urbańska, Wojciech Malicki, Agata Rybka, Sławomir Oskarbski
Oni manipulują przysięgą Hipokratesa. A przysięga jest jasna - pacjent jest najważniejszy, jego zdrowie i życie.
Dla sparaliżowanej Rozalii Siemibab zabrakło karetki. Rodzina musiała ją przewieść własnym samochodem.
(FOT. Tadeusz Poźniak)
I nie powinno być wyjątków!
Poniedziałek. Mielec. Początek ewakuacji szpitala powiatowego. Przed kamerami TVN24 stoi elegancko ubrany Stanisław Skowron, szef związków zawodowych lekarzy. Opowiada, że nocą toczyły się rozmowy ostatniej szansy. Lekarze nie mają wyjścia. Muszą odejść.
Propozycje podwyżek zaproponowanych przez starostwo i dyrekcję szpitala (ostatecznie od 600 do 900 zł, dodatkowo premie motywacyjne i kolejne podwyżki w kwietniu - przyp. red.) ich nie satysfakcjonują. Obok przechodzi pacjent.
- Jak lekarz może zostawić swojego pacjenta?! - pyta głośno.
- Czy to jest ludzkie? Gdzie wy macie sumienia?
- To jałmużna - powie potem o propozycjach dyrekcji szpitala Skowron. Według niego podwyżki, jakich domagają się lekarze - średnio 1500 zł - są w zasięgu ręki. Gdyby tylko starostwo kredytu w wysokości 4 czy 5 mln zł. nie chciało dzielić na wszystkie grupy zawodowe pracujące w szpitalu...
- Przeciwstawia nam się pozostałych. Dlaczego? Ja jestem przedstawicielem związku zawodowego lekarzy, nie walczę o sprawy innych, tylko nasze - mówi.
Na chodniku obok szpitala przybywa ludzi. Słychać, że rodziny chorych myślą o zbieraniu kamieni, żeby rzucać w lekarskie samochody.
- Nie bądźmy tacy jak oni! Tak nie można. Lekarz się wybroni nawet z narażenia życia człowieka, a pan pójdziesz siedzieć - tłumaczy kobieta jednemu z mężczyzn.
Ten się nieco uspokaja. Rozchodzą się.
Czy ja coś lekarzom zawiniłem?
Szpitalny korytarz. Kobieta płacze. Nie wie, co robić. Jej wiekowa matka, pani Janina, jest bardzo słaba. Podróż do szpitala kosztowała ją wiele stresu i bólu. Musi mieć badanie, być może trzeba zdjąć gips. W szpitalu nikt nie chce jej pomóc. Nie ma lekarzy-specjalistów, planowych zabiegów, badań. Tryb ostrodyżurowy.
- Jestem emerytowanym stomatologiem - mówi załamana Elżbieta Kamińska.
- Ale nie solidaryzuję z lekarzami ze szpitala. Oni manipulują przysięgą Hipokratesa. A ona jest jasna - pacjent jest najważniejszy, jego zdrowie i życie. I nie powinno być wyjątków.
Przed szpitalem zamieszanie, krzyk. Młody mężczyzna podbiegł do dziennikarzy prasowych, mikrofonów i kamer telewizyjnych. Jest roztrzęsiony, ma potargane włosy, łamie mu się głos.
- Moja żona miała wczoraj bardzo ciężki poród. Niesamowicie cierpi. Jest zupełnie wyczerpana. Ma pojechać do szpitala w Rzeszowie a dziecko do innego, chyba do Dębicy. Co ja mam robić? Chcę być z maluszkiem, to jest najważniejsze. Żona tego chce, ale przecież nie mogę jej opuścić. Ona czuje się źle, potrzebuje mnie. Powiedzcie Polsce, co tu się dzieje. Pokażcie, że tu nie ma ludzkich uczuć, litości dla człowieka - krzyczy Łukasz Ćwięka, młody ojciec.
Dziennikarze i pacjenci Pocieszają, namawiają by walczył, aby żona i dziecko pojechali razem.
Przed wejściem dyskutują dwaj mężczyźni. Zarzekają się, że nie dadzą się ewakuować.
- Za co lekarze mi to robią? Czy ja im coś zawiniłem? Czy ja nie płacę składek? Jak im rząd zawinił czy PiS, to niech się na nim wyżyją. A 900 zł podwyżki to dla nich jałmużna? Ja mam 560 zł. rolniczej emerytury i muszę żyć - denerwuje się Jan Forczek.
Za Hitlera tak nie było
Przed szpitalem dwie kobiety wiozą staruszkę. Spuszczone głowy, w oczach przerażenie. Tłumaczą, że pani Rozalia Siembab, kobieta na wózku inwalidzkim, jest niewidoma i sparaliżowana. A one muszą ją odwieźć samochodem osobowym. Ale czy dadzą radę włożyć do auta sparaliżowaną kobietę? Czy potrafią odpowiednio zabezpieczyć podczas podróży?
-Tak nie powinno być, żebyśmy umierali ze strachu przez całą drogę, bo nie ma karetki - denerwują się kobiety.
- A nie ma, bo jest ewakuacja.
Ludzie komentują: - I to jest cywilizowany kraj?
Ze szpitala wychodzi starsza kobieta. Przyszła na badania. Nie miał jej kto pomóc.
- Ludzie! W czasie wojny to było nie do pomyślenia. Za Hitlera tak nie było! - krzyczy.
Wtorek. Drugi dzień ewakuacji. Korytarz szpitalny. Starsza kobieta wspomina wojnę. Opowiada, że była chora na szkarlatynę.
- I okupant mnie wyleczył! Lekarz to był lekarz. Jak wiedział, że ktoś gdzieś cierpi, to szedł do niego i pomagał jak umiał. Czy to przyjaciel czy wróg. A tu?
Na oddziale chorób płucnych atmosfera grobowa.
- Od siódmej rano do jedenastej robiliśmy protest - mówi pacjent Ryszard.
- Staliśmy u wejścia na oddział. Ale komu my pokazywaliśmy nasza desperację? Nie tym co trzeba. Tu została pani doktor, która nie zeszła po dyżurze. Nie opuściła nas. To inni nas zostawili. Ja mam jechać do Rzeszowa. Kto mnie tam odwiedzi? Nie mam bliskiej rodziny. Tu zawsze ktoś wpadł, bo jestem z Mielca, ludzie mnie znają. Tam będę sam jak palec...
Po szpitalu ciągle chodzą pielęgniarki. Smutne, niektóre rozdrażnione. Przy jednej chce być mąż - jak mówi, tak blisko jak się da, ale jednocześnie na tyle daleko, by nie zawadzać.
Długo stoi przed szpitalem. Gdy wychodzą przedstawiciele pozalekarskich związków zawodowych, dyskutuje z nimi, pyta, docieka.
- Pielęgniarki całe życie są źle opłacane, przemęczone, ale oddane, cierpliwe. Wiedzą, że człowiek jest najważniejszy. Też walczyły o swoje. Ale wiedziały, że tylko rząd może im pomóc i działały w Warszawie. A lekarze? Zarabiają nieporównanie więcej niż one i teraz to medycy je zwolnili. Bo oni o nikim nie myślą, nie mają sumień. Tylko o sobie i pieniądzach. Skazali na bezrobocie mnóstwo ludzi, którzy swojej pracy oddali życie - mówi z goryczą mężczyzna.
Nie chce się przedstawić. Ze względu na żonę.
Urodzeni w o obcym mieście
Kolbuszowa. Poniedziałek wieczór. Pierwsi ewakuowani z Mielca trafiają do szpitala powiatowego. Wśród nich dzieci i kobiety w ciąży. Ze względu na ich stan, nie można było wypisywać do domów. Muszą trafić do szpitali. Ewakuacja trwa do środy.
- W sumie przyjęliśmy trzydziestu sześciu "mieleckich pacjentów” - wylicza Ryszard Nowak, zastępca dyrektora do spraw leczniczych.
- Umieściliśmy ich na oddziałach chirurgicznym, wewnętrznym i dziecięcym. Na szczęście, podczas ewakuacji życie żadnego z pacjentów nie było zagrożone.
Niektórzy pacjenci klną, inni tylko narzekają. Są też tacy, którzy próbują zrozumieć desperację lekarzy z Mielca.
Ewakuacja sprawia, że dwunastu nowych obywateli RP, gdy dorosną, będzie mieć w swoich dowodach osobistych wpisane jako miejsce urodzenie: Kolbuszowa. Zamiast Mielec.
Czy syn mnie odwiedzi?
W tarnobrzeskim szpitalu leży sześcioro "mieleckich” pacjentów. Wśród nich osiemdziesięcioparoletnia Janina Trela. Przyjechała w poniedziałek.
- Mam tu bardzo dobrą opiekę, ale wolałabym leżeć w Mielcu - kiedy opowiada, z oczu płyną łzy.
- Tam mam rodzinę, która po kilka razy dziennie mnie odwiedzała. We wtorek była synowa, w środę wnuczek. Nie wiem, czy mój syn w ogóle mnie odwiedzi, bo jego żona też jest chora i leży w szpitalu w Tarnowie. A przychodził codziennie, w drodze do pracy i jak wracał do domu. Pytał jak się czuję, zawsze coś przynosił dla mnie...
Pani Janina podkreśla, że na stare lata człowiek potrzebuje spokoju i opieki.
- Aż trudno uwierzyć, że czegoś takiego musiałam doczekać...
Do Tarnobrzega trafił także jeden noworodek, dwie ciężarne oraz dwie osoby na oddział kardiologiczny.
Ściśle tajne w Rzeszowie
W Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Rzeszowie leży dwóch "mieleckich” pacjentów.
- Jednego umieściliśmy na oddziale nefrologii, drugie na wewnętrznym - mówi dyrektor Bernard Waśko.
I tyle na ich temat. Lekarze zabraniają nam porozmawiać z pacjentami. Tajny jest także stan ich zdrowia i samopoczucia.
Nie mogli się dogadać?
Dębica. Wtorek przed południem. Agnieszka Ćwięka jedzie w karetce pogotowia do szpitala w Dębicy. Dwa dni temu w Mielcu przeszła ciężki poród, konieczne było cesarskie cięcie.
W poniedziałek, kiedy z mieleckiego szpitala ewakuowano inne matki i noworodki, ona odzyskiwała siły. Nie wolno jej było transportować. Dziś przymusowa podróż jest drogą przez mękę. Trzęsąca się na nierównej jezdni karetka sprawia młodej matce ból.
- To była masakra. Jak jazda traktorem po zagonie - powie później w dębickim szpitalu.
Południe. Czwarte piętro szpitala w Dębicy, oddział ginekologiczno-położniczy. Agnieszka Ćwięka leży podpięta do kroplówki. Ledwo może mówić. Na szczęście jest przy niej mąż Łukasz.
Dzień wcześniej szalał w Mielcu, kiedy dowiedział się, że jego żonę chcą zawieźć do szpitala w Rzeszowie, a dziecko do Dębicy.
- To nienormalne! Nie dość, że żona miała ciężki poród, to jeszcze denerwowali ją takimi pomysłami - wścieka się młody ojciec.
Nie dopuścił jednak do tego. Zrobił awanturę i wywalczył, że żona są razem.
- To wszystko jest chore - mówi z goryczą.
- Ten system, dyrektorzy, lekarze. Sam już nie wiem, do kogo mieć największe pretensje. Wszyscy są winni!
Ćwiękowie mieszkają w Wadowicach Górnych.
- Do szpitala w Mielcu miałem blisko, jakieś dziewięć kilometrów - mówi mężczyzna.
- Do Dębicy jest trzydzieści. Nie wiem, kiedy znajdę czas, żeby odwiedzać żonę i dziecko.
Dziś zamienił się dyżurem z kolegą z pracy. Dzięki temu mógł wsiąść w samochód i przyjechać za karetką do Dębicy. Nie na długo jednak, bo na godz. 16 musi stawić się w pracy. Jest ochroniarzem w sklepie. Na pożegnanie całuje żonę. Zamienia szeptem kilka słów.
- Czemu ci lekarze są tacy pazerni? - rzuca na odchodnym.
- Nie mogli się dogadać jak tu, w Dębicy?
Przeczytaj więcej
- Lekarze znów grożą strajkiem (13-12-2007)
- Związkowcy: dyrektor Waśko złamał prawo (4-11-2007)
- Mielec > Ewakuacja pacjentów - czy doszło do przestępstwa? (17-10-2007)
- Ekstrapensyjki dla dyrektorów szpitali (12-10-2007)
- Mielec > Od poniedziałku ruszy dermatologia (6-10-2007)
- Mielec > Szpital zaczyna pracować normalnie (5-10-2007)
- Pacjenci protestowali, ale i tak ich ewakuowano (2-10-2007)
- Ewakuacja! (1-10-2007)
- Mielec > Dramat pod szpitalem. Rozpoczęła się ewakuacja pacjentów (1-10-2007)
